- - - - - - - - - - - - -
RRR.COM.PL

Strona Główna
Reggae Newsy
Koncerty
Fotorelacje
Recenzje
Forum RRR

- - - - - - - - - - - - -

ARTYŚCI
Polska
Świat

- - - - - - - - - - - - -

ENCYKLOPEDIA
Reggae Słownik
Reggae Rastafari
Bob Marley
Dready
Jamajka
Etiopia
Bębny
Czytelnia

- - - - - - - - - - - - -
SERWIS
Nasze Patronaty
Youtube RRR
Redakcja RRR
Napisz do nas
Reklama
Polecane Strony

- - - - - - - - - - - - -

RRR.COM.PL
Copyright:
PiotRAS & Izabella

 

„ Powracam jako performer”

ROZMOWA ZE SŁAWOMIREM GOŁASZEWSKIM cz. 1.

Sławomir Gołaszewski. Filozof, poeta, kompozytor, muzyk, dziennikarz. Propagator kultury alternatywnej w Polsce. Autor książki „Reggae-Rastafari”, tekstów naukowych i publicystycznych, ostatni z dyrektorów legendarnego fan-zinu „Non-Stop”, reporter „Czwartego Wymiaru” i „Wegetariańskiego Świata”, twórca projektu muzycznego Maxidap. W Polskim Radiu prowadził program "Pieśni wędrowców" traktujący o reggae i rastafarianiźmie. Studiował w Warszawie, Amsterdamie, Krakowie. Pracował w Instytucie Aktora - Teatrze Laboratorium we Wrocławiu, Drugim Studio Wrocławskim i w Centrum Animacji Kultury w Warszawie. Prowadził Pracownię Etnozofii przy Instytucie Przemiany Czasu w Przestrzeń w Wolimierzu, kierując jej działem sondaży i analiz. W latach 80-tych i na początku lat 90-tych jego nazwisko znali wszyscy, którzy choć trochę interesowali się muzyką rodem z Jamajki.  Dwudziestominutowa audycja jego autorstwa przyciągała przed radioodbiornik jak magnes. Potem nastała cisza.

 

Ciekawe, czym dziś zajmuje się niegdysiejszy reggae-autorytet? To pytanie zadawałem sobie od dawna, aż pewnego dnia zadzwonił telefon. W słuchawce znajomy głos: Dzieńdobry, Gołaszewski mówi...  szukam Piotra... Kilka miesięcy po tej rozmowie udzielił nam wywiadu. 

Panie Sławku, co się z Panem działo przez ostatnie lata?

Po tym, jak zostałem zmuszony do opuszczenia Warszawy a następnie wyjazdu z kraju, wiele z wątków wcześniejszej pracy musiało ulec zaniechaniu i wyczerpaniu. Jednocześnie pojawiła się potrzeba poszukiwań uniwersalnej zasady, porządkującej poznawcze doświadczenia, co w konsekwencji prowadziło do odkrycia uroków samotniczej pracy, ale i do przeświadczenia, że istnieją gdzieś na świecie ludzie, podobnie reagujący na te same zjawiska i wyrażający owe reakcje w sposób analogiczny.

Odpowiedź na pytanie co się ze mną działo przez ostatnie lata jest jednocześnie próbą streszczenia opowieści o miejscu, w którym jestem i ścieżkach, prowadzących do tego miejsca. Początek nowej epoki zastał mnie w roli instruktora animacji kultury oraz konsultanta projektów artystycznych. Wiodło to do działalności publicystycznej, dokumentującej różnorodne aspekty poszukiwań i potrzeb, kształtujących nowe spojrzenie na stare idee. Jednocześnie było otwarciem na możliwości przedtem nieznane. Na odległym biegunie tej pracy sytuowały się własne próby znalezienia praktycznej formuły dla filozofii. Asunta z fazy projektu przeszła do legendy, po której zachowały się fragmenty partytur, zapiski i notatki z warsztatów oraz scenariusze performensów i relacje z odkryć i doświadczeń. Po okresie emigracji zewnętrznej i wewnętrznej pojawiła się presja wprowadzenia porządku. Toczy się ona dwutorowo, biegnąc wśród paradoksów i zahaczając o ezoterię. W efekcie powstają książki, prezentowane na wystawach, oraz niezależnie od nich, dyskografia studyjnej formacji Asunta.
Jest też wątek związany z odczytywaniem symboli, swego rodzaju pomost między muzyką i poezją oraz coś, co można by określić jako działalność lub aktywność para–plastyczną. Będąc pisarzem i kompozytorem przechodzę od słownych ilustracji do obrazów, zyskujących znaczenie siłą faktu swego istnienia. Wątła nić, wiążąca ze światem reggae czyni ze mnie autora kolaży i esemblaży, mówiących o muzyce, stanowiącej domenę przeraźliwie nielicznych, mimo jej uniwersalnej popularności i tajemnicy, jaką jest otoczona w swej istocie. Naturalna tajemnica, unosząca się w powietrzu i uchwycona jako analogia, tworzy rezonans pojęć, ułożonych w ślady drogi, prowadzącej do jej źródła.

Krótko mówiąc powracam jako performer, wolny od konfliktu między wiedzą i wiarą, nauką i wyznaniem. Studiuję nowe dyscypliny naukowe odnajdując ich odległe związki z klasyczną filozofią bytu oraz metafizyką.
Powracam też do lektur dawniej zaniechanych lub traktowanych nieuważnie, co w rezultacie budzi potrzebę weryfikacji i doprecyzowania rozróżnień. Mając kilka książek w swym dorobku żadnej nie nazwę traktatem, zwykle są to bowiem antologie, znaczące ślady poszukiwań własnych oraz spotkanych po drodze idei, wiodących do kolejnych odkryć. Ich różnorodność pozwala i pomaga przekroczyć uwarunkowania, narzucone przez poznawczy stereotyp i informacyjny schemat.

Z tego co wiem, poprawiał Pan też treść kultowej już książki REGGAE RASTAFARI. Na czym te poprawki polegają?

Potrzeba porządkowania jest siłą napędową uniwersalnych zasad. Gdy okazało się, że Reggae–Rastafari zyskało status publikacji popularno–naukowej i kultowej książki, Asunta miano legendarnej, ja sam zaś tytuł mistyka, guru, rewelenta i specjalisty instruktora, ukazały się też okoliczności, pomocne w pełnieniu owych funkcji i roli. Pojawiła się też kwestia, jak by mogła wyglądać moja książka, gdyby to ode mnie zależało. Powrót do jej pierwotnej koncepcji okazał się jednak mało możliwy, a narzędzia, używane dawniej, mało przydatne w nowej epoce.
Pierwszą poprawką wniesioną do autorskiej edycji książki jest korekta jej graficznego opracowania, zmiana redakcji oraz dodanie bibliografii, uzupełnionej o wybrane pozycje dyskograficzne, ilustracje i fotografie.

Pracuje Pan nad REGEMENTARZEM.. co to takiego?

Będąc zwolennikiem poglądu, głoszącego, że początek nowej epoki nastąpił wraz z nastaniem trzeciego millenium, automatycznie staję się wyznawcą tezy, że korzenie naszej tradycji oraz źródła historii tkwią w końcu poprzedniego wieku. Sięgając personalnej perspektywy mówimy, że początek dorosłości tkwi w końcach dzieciństwa, a starość jest poprzedzona owymi dwoma okresami. Odpowiadając zatem na pytanie, co się ze mną działo przez ostatnie lata, wyznaję, że odbywałem podróż do źródeł osobistego czasu, do ludzi i miejsc, które sprawiły, że stałem się ich rówieśnikiem. W nową epokę wkroczyłem jako amator sztuk plastycznych i debiutujący kompozytor, przez co projekt Asunta zyskał autonomię, a ja sam mogłem powrócić do zainteresowań kulturą źródeł i sztuką archaiczną. Pociągnęły mnie nowe lektury i próby ich tłumaczenia lub streszczenia wątków przewodnich myśli poszczególnych autorów.
Powstało w ten sposób trochę publikacji oraz cykle wykładów, związane z nowymi dyscyplinami nauk. Jedną z nich nazywam etnozofią, co jest innym określeniem, jakie może być użyte na oznaczenie ogólnej filozofii kultury. Ponieważ rege
(pisownia zalecana przez S. Gołaszewskiego) stanowi w niej szczególny przykład analogii z innymi formami kultury, stąd nowe spojrzenie na jej historię stało się koniecznością i powoli zaczęła się wyłaniać książka Dapspolski Regementarz. Przy okazji wyszło na jaw, że wymagają poprawek poprzednie publikacje. Zaczęła się więc praca nad nową edycją książki Reggae Rastafari. Oprócz zmienionej szaty graficznej i dodanej bibliografii, nowa wersja nie ma już błędów i wypaczeń poprzedniej redakcji i uzupełniona jest o oryginalne nagrania, stanowiące jej naturalną ilustrację muzyczną i środowisko myśli, wyrażonych w opisie. W podobnej formie przygotowany też został Dapspolski Regementarz. Pomyślany jako popularna pozycja literacka, przybliża czytelnikowi krąg poszukiwań, w jakim poruszał się autor, spotykając muzykę oraz jej wykonawców. Źródłem poznania jest słuchanie, oraz wiedza, jaka je poprzedza. Tylko bowiem w ten sposób możliwe jest doświadczenie istoty fenomenu.

Wprowadza Pan nowe określenia, nowe nazewnictwo.. DAP, REGE itd... Czemu ma to służyć?

Poniekąd są to nowe określenia, ale gdy sobie uświadomimy, że nawet najwybitniejsi sowieccy wodzowie po wkroczeniu do Berlina nie umieli przeczytać nazw ulic na tablicach, a i nam grozi to samo, gdy pojawią się tam tureckie napisy, nie ma się czemu dziwić. Wprawdzie znamy zasadę, że inaczej się pisze, a inaczej się czyta i mówi, to wiemy też, że hiperpoprawność jest raczej wadą i chorobą niż zaletą, cnotą czy pożądaną cechą wymowy.
Kto przygotowywał teksty dla lektorów nie będzie się dziwił pisowni, służącej prostocie komunikacji. Publicystyka nie pretenduje już nawet do miana twórczości literackiej. Rege w Polsce, mając swoją tradycję i historię, może mieć też własną pisownię, tak jak to mają na Wschodzie, gdzie zamiast rasta piszą pacta i każdy wie o co chodzi, choć początek wiedzy na ten temat datują na połowę lat dziewięćdziesiątych minionego wieku. Bo czy u nas nie jest podobnie? Parafrazując słowa Marcusa Garveya, powiedziałbym teraz: zwróćcie swe oczy na Wschód, gdzie pojawia się nowa królowa muzyk. Zespoły takie jak Piatnica, Jah Division i inne, których nazw niepodobna przeczytać, bo pisane są głagolicą, pojawiają się w obrazie polskiej sceny rege mimowiednie, bezwolnie i chcąc nie chcąc. I tylko wtedy ma ona sens, a inaczej przypomina podwóreczko, gdzie każde dziecko pod opieką mamy bawi się swoimi zabawkami. To jeden z trwałych elementów tradycji polskiej sceny. Jest ona hermetyczne, bo zawsze taka była, co wynika z jej usytuowania na pograniczu kultur, czasów i epok. Słuchając rege ze Wschodu nabywamy daru języków. A słuchając pieśni w obcej mowie możemy się poczuć jak w Polsce przedrozbiorowej i bliżej określić tożsamość, związaną z własnym pochodzeniem. Filozofia form symbolicznych prowadzi nas w stronę liczby a nie litery. Ostatecznie komputery pracują w systemie numerycznym, a naturalne rytmy w większości są raczej parzyste i trudno wyobrazić sobie równowagę, opartą na innej zasadzie. Tak więc, używając określeń uznawanych za powszechnie znane i zrozumiałe, musimy podążać w stronę takiego ich zapisu, jaki bez trudności może być odczytany. Bo jakie może mieć znaczenie, czy kompozycje Jarexa gra zespół Bakszysz czy Bakshish, skoro teraz akompaniuje mu Duberman a inne znamy jako Tabu–Duby. Dla fanów może to mieć jakiś sens głębszy i tajemniczy, niedostępny profanom, ale wniosek, że nie jestem fanem jest równie daleki od prawdy, co przesłanie głoszone w języku migowym notowane pismem Braile’a.

Czy obserwuje Pan co dzieje się na polskiej scenie – jeśli tak to jak ją Pan ocenia?

Mówiąc o scenie muszę zaznaczyć, że pojmuję ją dwojako. Pierwsza na zawsze skojarzona jest z teatrem. Druga to scena pod czaszki sklepieniem. Polska scena rege nie wymaga obserwacji, dzieje się bowiem na niej to, co działa siłą faktu i co zostało zawarte w prognozach socjologii. Są płyty, koncerty, festiwale, źródła informacji, środowiska słuchaczy, twórcy, animatorzy, autorzy poglądów i opinii.
Co kiedyś było planem, zamiarem lub marzeniem, dziś jest i istnieje jako realny świat rege. Paradoksalny fenomen minionej epoki w nowej stanowi fakt kulturowy. Ma swoją tradycję, własną historię i niejedną o niej opowieść. Nie jestem teraz w stanie naszkicować choćby zarysu obrazu rodzimego rege, jaki się pojawia na scenie pod mej czaszki sklepieniem, bo żyje on w znacznej od niej odległości.

Słucham płyt dawnych i nowych, a dla własnych potrzeb układam różne muzyczne antologie. Jedna z nich prezentuje nagrania dżezowe, w których rege jest obecne w sposób, odbiegający od potocznych o niej wyobrażeń. Otwiera ją kompozycja Aleksandra Koreckiego z jego autorskiego albumu, zatytułowana Strzały dla Piotra, której najprawdopodobniej nie zna żaden z fanów rege, choćby i dlatego, że mało który interesuje się dżezem. Inna składanka przedstawia nagrania z trylogii formacji Zgroza. Lew, Message 4U i Dub 4U Lion Vibrations to znamienite źródło informacji o kształcie rodzimej sceny rege. I gdyby to ode mnie zależało, to podobnych obrazków mogłoby powstać więcej, gdyż podejrzewam, że istnieje drugie tyle nagrań, o jakich nic nie wiem, tak samo, jak o ich wykonawcach. Skoro bowiem powstają nowe formacje, naśladujące znane i typowe dla klasycznej formy rege odmiany wykonawczego stylu, możemy być przekonani, że jest to żywa i żyjąca muzyka.

Dziś wiele osób słucha wywodzącego się z Jamajki Ragga i dancehall'u, czy popularność tych gatunków muzycznych może popularyzować prawdziwe roots reggae?

Póki co słucham ragga i dance–hall, pierwsze widząc jako toasting i z lekka melodyjny hip–hop, drugie zaś jako tradycję wpisaną w sound–system. W wielu książkach i opracowaniach na temat rege to drugie określenie stosowane jest zamiennie przy opisie stylu lovers–rock. A jak wiadomo, jest to również jedno ze źródeł rapu i hip–hopu. Popularność może sprzyjać popularności, co odpowiada hermetycznej zasadzie, że podobne sprawia podobne, a po okresie rozróżnień następuje nieuchronna potrzeba redukcji i prostoty. Rege jest takim rodzajem oczywistości, w którym poznanie może przebiegać dwutorowo, w każdym z kierunków zahaczając o tajemnice do pewnego stopnia podobne, lecz w istocie całkiem inne. Pytanie o arche jako o początek i zasadę pozostaje przy tym zawsze aktualne.

Prosze opowiedzieć coś o swoim muzycznym projekcie MAXIDAP

Maksidap to debiutancki projekt autorski, którego jednym z założeń było poszukiwanie uniwersalnej zasady wibracji. Stanowił ilustrację dźwiękową do opowieści na temat dubu oraz muzyczny komentarz do opisu prowadzonych w studio poszukiwań brzmieniowych. W nowej epoce okazało się, że sytuacja robocza zyskuje status grupy, formacji i zespołu. Stąd pomysł, by tak właśnie nazwać reaktywację pracy zbiorowej, opartej o zachowane fragmenty partytur, jakie kiedyś były używane przy tworzeniu programu. A ponieważ chodzi i o to, by w nowej epoce wszystko miało nowe miano, stąd również zmiana pisowni i decyzja, by przedstawić to jako propozycję i świadectwo jednego z wątków poszukiwań artystycznych. Tym bardziej, gdy na horyzoncie pojawia się styl, określany jako trance – groove’n’flow.


Ze Sławomirem Gołaszewskim rozmawiał: PiotRAS. Tekst opracowała: Izabella.

Foto: Kaktoos

Przejdź do drugiej części wywiadu >>>