|
START


MUZYKA





RASTA i REGGAE







BOB MARLEY





INNE







Copyright: PiotRAS
|
Tu
jest klimat dla reggae
Z Krzysztofem Rucińskim rozmawia
Jarosław Wardawy.
26 lipca 1983 roku – to
chyba bardzo ważna dla ciebie data, prawda?
Na pewno ważna, bo dokładnie 20 lat temu założony przeze mnie z Ryśkiem
Sarbakiem Gedeon Jerubbaal miał swoją pierwszą próbę w pełnym składzie. Byliśmy
jednym z pierwszych w Polsce zespołów grających muzykę reggae.
Jak to się stało, że zaczęliście
grać jamajskie rytmy?
Latem 1983 roku rozpadł mi się poprzedni zespół – punkowa formacja RAF.
Zaczęliśmy kombinować z różnymi stylami, ale pamiętam, że klamka zapadła podczas
próby w garażu u naszego klawiszowca.
Można zatem powiedzieć, że reggae
dotarło do Polski poprzez punka i nową falę?
Bob Marley był oczywiście znany, ale ludzie zaczęli grać reggae nie dlatego, że
znali Marleya, tylko dlatego, że słuchali wcześniej punka i nowej fali. Reggae
nie przywędrowało do Polski prosto z Jamajki, tylko raczej przez Londyn i takie
zespoły, jak The Clash, The Jam oraz kapele grające muzykę ska. Większość
polskich kapel punkowych i nowofalowych miało w swoim repertuarze kawałki tych
zespołów, ale musiało potrwać kilka lat, zanim Izrael, czy Gedeon, zdecydowali
się na reggae.
Kto
właściwie zaczynał polskie reggae?
To działo się niemal jednocześnie i nie ma dla mnie specjalnego znaczenia, czy
trochę wcześniej zaczął Izrael, czy my. Na pewno faktem jest, że latem 1983 roku
pierwsza generacja zespołów polskiego reggae, którą tworzył ponadto Daab i
Bakshish, zaczęła grać koncerty.
Jak je wspominasz?
Oczywiście bardzo fajnie. Pamiętam, że właśnie latem 1983 do Poznania na imprezę
,,Nowa muzyka’’ w klubie ,,Nurt’’ przyjeżdżał Bakshish, który jeszcze nie grał
roots reggae, tylko takie klimaty nowofalowe, zbliżone bardziej do Republiki.
Potem nastąpiła prawdziwa eksplozja
tego gatunku w Polsce.
Tak było i do dziś jest to dla mnie prawdziwym fenomenem. 20 lat temu, oprócz
Jamajki i Wielkiej Brytanii, nie było na świecie kraju, w którym powstawałoby
tyle zespołów grających reggae. W Europie Zachodniej po prostu nie było takich
wielkich festiwali, jak np. ,,Reggae is King’’ w poznańskiej hali Arena, gdzie
przy dźwiękach polskich zespołów miksowanych przez Adriana Sherwooda – jednego z
najwybitniejszych specjalistów od tego gatunku na świecie - bawiło się 3-4
tysiące ludzi! To było tylko u nas.
To nie był jedyny taki festiwal w
Polsce. Pamiętasz inne?
Na przykład ,,Róbrege’’ w Warszawie, tylko że tam grano dużo punka i nowej fali.
Oprócz tego trzeba wymienić ,,Muzyczny kamping’’ w Brodnicy, ,,Winter Reggae’’ -
znakomity festiwal w gliwickim ,,Gwarku’’, gdzie jeździliśmy niemal co roku, no
i oczywiście ,,Reggae nad Wartą’’.
Byliście chyba pierwszym polskim
zespołem reggae, któremu udało się zaistnieć na międzynarodowej scenie.
Masz zapewne na myśli płytę miksowaną przez Adriana Sherwooda ,,Reggae from
Around the World’’, czyli ,,Reggae dookoła świata’’, na której znalazł się nasz
utwór. Trzeba jednak pamiętać, że w czasie gdy wyszła ta płyta, to Gedeon już
praktycznie nie istniał.
Jak doszło do nagrania tej płyty?
Już w Montrealu dowiedziałem się od Dionizego Piątkowskiego – poznańskiego
dziennikarza muzycznego - że zawiózł nasz singiel do kogoś ze znanej wytwórni
Rass Records w USA. To było jeszcze za czasów komuny, więc jak ktoś w Nowym
Jorku usłyszał, że w Polsce grają reggae i to nieźle, to goście powiedzieli, że
reggae grają już chyba na całym świecie. Stąd pomysł płyty, która powstała
poniekąd z naszej inspiracji.
Podobno miały się na niej znaleźć
zupełnie inne wasze utwory?
Na singlu, który usłyszeli ludzie z Rass Records, był nasz kawałek ,,Cichy
brzeg’’ i ten utwór chcieli wydać. Materiał dostał Adrian Sherwood, ale pech
chciał, że samochód w którym była oryginalna taśma po jego masteringu został
okradziony. Wszystko zginęło, ale szczęśliwie zachowałem sobie na pamiątkę
kasetę z jednym utworem. Zadzwoniłem do Rass Records, a jak się tam dowiedzieli,
że polski zespół ma nagranie z Sherwoodem, to natychmiast byli zainteresowani
jego wydaniem. W ten sposób na płycie znalazła się piosenka ,,Jedna miłość,
jedna nienawiść’’.
W latach 90. fala zainteresowania
reggae w Polsce jednak zdecydowanie opadło. Jak myślisz, dlaczego?
Trudno mi mówić, bo ja już byłem wtedy w Kanadzie. Prawdopodobnie było, jak z
każdą inną muzyczną eksplozją, która po kilku latach traci swój pierwotny impet.
Ja myślę jednak, że jak reggae w Polsce zaczęło się w 1983 roku, tak trwa do
dziś, tylko jest to już naturalnie trochę inna muzyka.
Czy w ciągu tych 20 lat zmieniło
się przesłanie polskiego reggae?
Zmieniło się przede wszystkim otoczenie tej muzyki, zwłaszcza polityczne. W
pierwszej połowie lat 80. rastafariańskie przesłanie było od razu w Polsce
odczytywane politycznie. Kapele były zaangażowane, bardziej radykalne. Był
prosty podział: my i oni – czyli otaczający nas Babilon. Dziś to wszystko
wygląda już inaczej i idealizowanie tego nurtu przestało już być tak istotne.
Esencja reggae jest jednak ciągle taka sama.
To znaczy jaka?
Ta muzyka nigdy w Polsce się nie skomercjalizowała, nie kupi jej przeciętny ,,kupowacz’’,
który idzie do sklepu i bierze to, co mu powiedzą w radiu, że ma kupić. Na
zachodzie to wygląda już trochę inaczej, ale w Polsce reggae to nadal uczciwy
gatunek, którego nie ,,zjadła’’ komercja.
W 1988 roku wyjechałeś z Polski i
trafiłeś do Kanady. Jak sobie poukładałeś tam życie?
Mój wyjazd był od dawna zaplanowany, bo w Montrealu mieszkała już matka mojej
ówczesnej żony. Ja wiedziałem, że nie chce wracać, choć zostawiłem wszystko:
rodzinę, kapelę, przyjaciół. Naiwnie wydawało mi się, że od razu wejdziemy w
jakieś super środowiska, będziemy robić same wspaniałe rzeczy, a tak naprawdę,
to wygląda trochę inaczej. Poukładanie życia i znalezienie swojego miejsca na
ziemi zabrało mi parę lat. Ale nie żałuję, bo zyskałem życie w zupełnie innym
świecie.
Jaki jest ten twój kanadyjski
świat?
Jest właśnie kanadyjski, a ten kraj to prawdziwy tygiel ras, kultur i wolności.
W Montrealu w autobusie, pomiędzy jednym i drugim przystankiem, usłyszysz 6
różnych języków. I nikogo to nie dziwi, nikomu nie przeszkadza. Tam ludzie żyją
bardziej w zgodzie, nie tych fobii, ksenofobii. W Polsce, w której ja żyłem,
trzeba było ciągle coś komuś pokazywać, z czymś walczyć, a tam nagle okazało
się, że nikt się za mną nie ogląda się na ulicy i że mogę robić zupełnie, co
chcę. Poza tym Montreal to bardzo bezpieczne miasto.
Czym się zajmujesz w Kanadzie?
Generalnie, to studiowaniem. Najpierw skończyłem antropologię, ale potem
stwierdziłem, że bardziej interesuje mnie film i właśnie kończę ten kierunek.
Przyznam, że lubię być studentem. Korzystam więc z rozsądnie poukładanego
systemu stypendialnego i robię, co lubię, bo nie wyobrażam sobie pracy np. w
biurze.
A co z muzyką?
W Montrealu mieszka też Makaron, gitarzysta z Gedona, który ma w domu własne
studio nagrań. Utrzymujemy kontakt i od czasu do czasu wykonujemy razem jakieś
projekty muzyczne: reggae, punk, dub, a nawet techno. Nie żyjemy jednak z
muzyki, robimy to raczej dla przyjemności. Stwierdziłem, że jeśli robię to raz
na jakiś czas, to mogę dać z siebie więcej.
Jak odbierasz swój powrót na scenę,
podczas ostrowskiego festiwalu ,,Reggae na Piaskach’’?
Wiesz najlepiej, bo moją obecność tutaj wymyśliliśmy razem. Jest super, bo w
Polsce jest zupełnie inny klimat dla reggae. W Kanadzie na taki festiwal
przyszliby ludzie z krzesełkami, posiedzieliby, pobujali się i poszli. Tu młodzi
ludzie z plecakami, namiotami przyjeżdżają specjalnie z całej Polski, żeby
potańczyć i poszaleć pod sceną do białego rana i chyba są szczęśliwi. Muzyka im
w tym na pewno pomaga. To już nowa generacja. Jak powiedziałem jakiejś
dziewczynie, że noszę dready od 19 lat, to ona tylko westchnęła: ach, to ja
jeszcze tak długo nie żyję. I to jest piękne w tej muzyce.
Dziękuje ci za rozmowę i za spotkanie po latach.
__________________________________________________
Krzysztof Ruciński – wokalista, autor tekstów i jeden z założycieli
poznańskiego Gedeon Jerubbaal. Zespół debiutował we wrześniu 1983 roku,
stanowiąc razem z grupami IZRAEL, DAAB i BAKSZYSZ pierwszą generację polskiego
reggae. Działał w Polsce oficjalnie zaledwie pięć lat, ale zdążył zagrać ok.
300-tu koncertów. W latach '84 - '88 GEDEON brał udział we wszystkich edycjach
Muzycznego Campingu w Brodnicy, Reggae is King w Poznaniu, Reggae nad Wartą w
Gorzowie Wielkopolskim, Winter Reggae w Gliwicach oraz na warszawskich "Marleykach".
Ponadto współpracował z Adrianem Sherwoodem z londyńskiego ON-U Sound. Zostawił
po sobie dwa single, dwa numery na składance wydanej przez radiową "Trójkę" oraz
miksowany przez Sherwooda kawałek na kompilacji "Reggae from Around the World"
waszyngtońskiej wytwórni RAS Records. Na stałe mieszka w Montrealu w Kandzie.
__________________________________________________
Wywiad opublikowany za zgodą autora
|