START
Nowości na stronie
Reggae newsy
MUZYKA
Reggae w Polsce
Reggae na świecie
Recenzje
Koncerty
Fotorelacje
RASTA i REGGAE
Reggae i  Rastafarianizm
Dready
Jamajka
Bębny
Czytelnia
Reggae słownik
Rasta foto
BOB MARLEY
Życie i twórczość
Dyskografia
Teksty piosenek
Wywiad
Galeria foto
INNE
Download
Forum
Czat
Rasta Rodzina
Księga Gości
Linki
Autorzy RRR

 

Copyright: PiotRAS

 

"Reggae stało się moim życiem"

Z RAS LUTĄ, wokalistą reggae roku 2006 (wg czytelników FREE COLOURS) rozmawia TEREK.

Zacznijmy więc od początku... Czy reggae od zawsze było częścią Twego życia?
Na początku był bunt. Byłem punkiem, piłem, brałem narkotyki. Grałem na gitarze i śpiewałem w kapeli punkowej, potem wraz z dorastaniem zacząłem słuchać hardcore'a amerykańskiego, trochę hip-hopu, jazzu i muzyki eksperymentalnej. Jamajskie brzmienia były obecne w moim życiu, ale raczej odbierałem je bardziej jako koneser muzyki, nie czułem jeszcze tej duchowej głębi. Reggae stało się moim życiem dopiero, kiedy skończyłem jakieś 18 – 19 lat. Zbiegło się to z początkiem mojej drogi do Jahwe. Na studiach zacząłem czytać Biblię, modlić się, świadomie, medytacyjnie paliłem dużo ganji. Słuchałem wtedy bardzo dużo roots i dub. To, co czytałem w piśmie totalnie współgrało z tym, o czym śpiewali Marley, Burning Spear, Big Youth, Israel Vibration i inni. doszedłem do wniosku, ze to jedyna droga dla mnie, że moje zbawienie leży w rękach Jego Cesarskiej Mości Haile Selassie I, kolejnego wcielenia Jezusa Chrystusa, a zatem i Jahwe na Ziemi.

Z tego co wiem od Tomalli (Dubska, Positive Ferment SS) to właśnie wraz z nim stawiałeś pierwsze kroki jako Singjay oraz selektor, prowadząc cykliczne imprezy w klubie NRD w Toruniu. Opowiedz coś więcej o tej współpracy? Czy wtedy wiedziałeś już, że to Twoja droga, którą chcesz kroczyć, czy może dopiero zaczynałeś ćwiczyć swój warsztat? Jak układała się współpraca z Tomkiem? Jak wspominasz tamten okres czasu?
To były dobre czasy. Tomala pokazał mi dancehall, pokazał mi raggamuffin. ja w tamtym okresie bardzo chciałem grać w zespole reggae, ale nie było żadnych dobrych muzyków, z którymi mógłbym coś robić. Ujeżdżanie riddimów było dla mnie doskonałym rozwiązaniem. Sam mogłem być sobie „sterem i okrętem”. mimo, że Tomek jest katolikiem, okazał się bardzo tolerancyjny dla mojej wiary i postawy wobec Boga. Nasze wspólne rozmowy bardzo wzbogaciły mnie duchowo. Rozmawialiśmy dużo o Jezusie, Haile Selassie i znaczeniu wiary w życiu człowieka. Ja uważałem, ze kościół i religia są niepotrzebną instytucją, która stoi na drodze do poznania prawdziwego Boga, Tomek twierdził że jest inaczej. Kumplami jesteśmy do dziś, chociaż nasze drogi sie rozeszły zaraz po moim wyjeździe z Torunia. Kiedy zacząłem słuchać pierwszych dancehall'owych i modern rootsowych nagrań wiedziałem już, że to jest właśnie to, co chcę robić. Fascynował mnie sposób, w jaki ci kolesie nawijają, to był dla mnie naprawdę szok, że można tak fantastycznie połączyć rytm i melodię. Pierwszym dj'em rasta jakiego usłyszałem był Sizzla, a to co śpiewał i jak śpiewał wryło się we mnie bardzo głęboko. Na początku próbowałem pisać po angielsku, bo wstydziłem się śpiewać po Polsku, ale w końcu zdałem sobie sprawę, że nie mogę i nie chcę udawać Jamajczyka. Tego wyrazem były moje pierwsze nieporadne nagrywki, „w Babilonie” i „każdy krok”, które otworzyły mi drzwi do sceny reggae/dancehall w Polsce. Biby w NRD były raczej robione z nudy, niż z chęci zarobienia jakichś pieniędzy, tym bardziej, ze już wszyscy mieliśmy dosyć chodzenia na koncerty jednej i tej samej kapeli. W tym okresie zaczęły mi się strasznie nudzić studia, więc kiedy znalazłem sobie zajawkę w postaci organizowania imprez, byłem wniebowzięty. NRD jest raczej słabym klubem, ale to było jedyne miejsce, gdzie nas chcieli heh. Szczególnie zapadła mi w pamięć jedna biba, gdzie ni stąd ni zowąd pojawiło się jakieś 150 osób. To był totalny rozpierdol, pojechaliśmy z Tomkiem całą bibę z kompaktów, robiliśmy miksy na CDJ'ach, kiedy wysiadł prąd ludzie klaskali, a ja śpiewałem co popadło. Muzyczne morderstwo, heh.

Warto tu chyba napomknąć także o historii powstania Twojej ksywki. Jej geneza jest ciekawa.
To nic specjalnego. Trzeba coś było dać na plakat, a ja wcześniej w yazgod usłyszałem od Globusa nowe słowo, „luta”, i postanowiłem, ze będę RAS LUTA. To trochę odzwierciedla moją osobowość, bo są we mnie dwie strony, ta duchowa i ta hardkorowa. Jestem pacyfistą i głęboko wierzącym człowiekiem, ale jak mawiał mój ziomek Hufi (Dzierżążno jest dla mnie jak tlen!) „czasami po prostu nie da się komuś nie zaj**ać”. Chodzi tu TYLKO I WYŁĄCZNIE o samoobronę oczywiście.

Po Toruniu nadszedł czas aby cała Polska usłyszała o Ras Lucie. Jak wyglądało Twoje wyjście na szeroką wodę? Czy wiązało się z tym jakieś ryzyko niepowodzenia, czy raczej byłeś otoczony znajomymi i byłeś spokojny o to jak potoczy się Twoja kariera?
Zapodałem do netu dwa kawałki. Na początku było „w babilonie” którego tekst nawinąłem na wolno w drodze po zakupy, czy do wypożyczalni wideo, nie pamiętam. Chciałem, zeby moja pierwsza nagrywka była jakby przedstawieniem się ludziom. O ile formalnie trochę się tego wstydzę, to sama treść jest mi bliska do dzisiaj. Potem Był „każdy krok”, który napisałem już w skupieniu, inspirowany bardzo nieprzyjemnymi wydarzeniami z festiwalu afryka. Zobaczyłem jak to wszystko wygląda od kuchni. ludzie, którzy grają świadome reggae byli tak pijani, że trzeba ich było budzić, żeby wyszli na scenę. Jakieś tam tez damsko męskie sytuacje były, które mocno mi dopiekły. dla tego chyba ten numer tak chwycił. Był i jest nadal po prostu szczery. Właśnie ten wałek usłyszał Marek z Dreadsquadu i zaprosił mnie na swoją płytę. To było dla mnie niesamowite zaskoczenie. Nie spodziewałem się, ze taka piosenka, nagrana na mikrofon od kamery video w malutkim pokoju na 11 piętrze wierzowca na Rubinkowie (dzięki Tymek) może spodobać się komus, kto zajmuje sie muzyką zawodowo. MMF zaprosił mnie do nagrania jednej piosenki, w końcu nagrałem dla niego 3 kawałki, z czego uchowały sie dwa, bo w Wielkim Joł padł twardy i skasowało sie wiele rzeczy. Na płycie „dread za dread'em” ukazały się „Mama” i „ja wiem”. Po tym zacząłem jeździć z Dreadsquadem, a kiedy poróżniliśmy się z Markiem, odezwali się do mnie chłopaki z EWR. Ryzyko niepowodzenia moich zamiarów istnieje nadal i będzie istniało aż do dnia w którym umrę. Wierzę jednak, ze Bóg ma wobec mnie jakieś plany i nie pozwoli mi upaść, pozwoli mi dalej mówić o Sobie ludziom. Ja w rzeczywistości jestem dosyć niepewny własnych możliwości i dla tego strasznie trudno było mi w ogóle uwierzyć, ze komuś podoba się moja wibracja. Ale dzięki moim znajomym z Torunia, a przede wszystkim Tomkowi, który dawał mi wiele wskazówek i w sposób bardzo konstruktywny krytykował moje dokonania, wytrwałem. Dzięki Bogu.

Ostatnio wiele się pisze o Tobie jako o „Proroku”, lub „naczelnym Rastamanie polski”. Jak odnosisz się do tych określeń względem siebie?
Nie myślę o sobie jak o proroku. Jestem człowiekiem, który mówi ludziom o tym, co mówi Jego Cesarska Wysokość. O jego przykazaniach, naukach. Śpiewam o Bogu i dla Niego. Chciałbym widzieć siebie jako drogowskaz lub jak neon, który przypomina młodym ludziom, gdzie leży dobra droga, dobre, proste życie. Rastafariańscy wokaliści z jamajki często mówią o sobie „jestem lewitą” albo „jestem prorokiem”. W starotestamentowym znaczeniu tego słowa jest to prawda. Ja jednak nigdy bym nie pokusił sie o takie miano dla siebie. W Polsce jest bardzo wiele niechęci w stosunku do takich ludzi jak ja. Polacy są strasznie przesiąknięci cynizmem, bardzo mocno przywiązani do błędnej koncepcji Boga, zniechęceni do duchowości przez postawę kościoła katolickiego. Jeśli chodzi o mówienie otwarcie o wierze w J.C.M. Selassie I obok Basa Tajpana jestem jednym z bardzo niewielu Polaków, którzy o tym śpiewali od początku. Pozdrawiam cię Bas, bracia na zawsze! O J.C.M. Śpiewa także mój brat Grizzlee z E.W.R., Mikael i JaOko z Rainbow HiFi i inni. Są jednak tez żołnierze, którzy kochają Rasa Tafari, ale nie są śpiewakami. Chciałbym tu pobłogosławić moich braci JAHdasa, Kubę 1200, RasBassa, i wielu, wielu innych.

Jak postrzegasz dzisiejszy boom na „bycie rasta”? Czy uważasz, że Rastafarianizm powinien nieodłącznie wiązać się z wiarą, czy może raczej to tylko styl bycia? Jak postrzegasz to, że dzieciaki palące zioło, ale mało świadome swej drogi nagminnie określają się mianem rasta?
Potrzeba dużo świadomości u młodych ludzi. Boli mnie to, kiedy widze młodych z lokami, którzy są pijani, biorą narkotyki, golą się. To jest bluźnierstwo. Rasta to droga życia, której celem jest Jahwe i zbawienie, którego On dostarcza. To nie jest moda, trend. Młodzi muszą to zrozumieć. Dla tego robie to, co robię. Europejska kultura ma to do siebie, ze bierze wszystko bardzo powierzchownie, nie zagłębia się w nic. Pędzi nie zatrzymując się, nie myśląc. Chciałbym powiedzieć wszystkim młodym ludziom, którzy szukają tej drogi – idźcie powoli, ostrożnie, myślcie nad sobą, choć jest to trudne. Uczcie siebie nawzajem. I przede wszystkim czytajcie Biblię. Nic o czym mówię nie wzięło się z powietrza. Każde moje słowo to efekt lektury Pisma. Chciałbym tez zaznaczyć różnicę między kimś kto wierzy w J.C.M. I kimś kto jest Rasta. Nie musisz mieć loków, żeby wierzyć w Prawdziwego Boga. Ale jeśli chcesz mu się oddać, to pociąga za sobą konsekwencje w stylu życia. Rastaman nie pije alkoholu, nie pali papierosów, nie bierze narkotyków, nie je mięsa i nie pije krwi. Nie je nieczystych rzeczy,czyli takich, których dotykał ktoś zraniony, lub które miały bezpośredni kontakt z krwią. Rastaman nie goli się (choć mówią, żebyś nie oceniał brata po długości jego brody), nie ścina włosów głowy. Rastaman kocha Kobietę i czci ją jako Matkę Stworzenia. Na koniec, ale przede wszystkim – MIŁOŚĆ i SZACUNEK dla życia, w każdej postaci. Zależy mi na tym, żeby młodzi ludzie o tym pamiętali.

Obecnie w całej Polsce jest wielu młodych nawijaczy, którzy ćwiczą warsztat w domowych pieleszach, i nagrywają swoje kawałki na domowe PC-ty. Jak Myślisz – czy powinni próbować pokazać się światu (jeśli tak to w jaki sposób), czy może nawijacze kochający Karaibskie brzmienia powinni nadal działać w podziemiu? Masz okazję dać teraz jakis Big Up dla młodzieży (śmiech)...
Pozdrawiam i błogosławię wszystkim młodym nawijaczom, śpiewakom i producentom. Jedynym sposobem na osiągnięcie czegoś jet ciągłe nagrywanie i słuchanie się. Chciałbym tylko dać jedną radę: nie puszczajcie niczego w obieg, dopóki nie jesteście na stówę pewni, że wasz kawałek jest doskonały. róbcie wszystko, jakby to była ostatnia rzecz w waszym życiu. Za dużo jest w necie tandety, za dużo ludzi traci cenny czas na coś, do czego nie zostali stworzeni. jeśli chodzi o najmłodsze polskie talenty (ja sam jestem młody, wiec w sumie trudno mi o tym mówić) to chciałbym wyróżnić Talliba z Lublina, ten ziomek ma przed sobą dobrą przyszłość, jeśli tylko wyrobi sobie styl.

Wielkie dzieki za rozmowę. Mam nadzieję, że niebawem zobaczymy się na jakiejś grubej imprezie
Pozdrawiam! 1Miłość Selassie I

____________________________________________________

Rozmawiał TEREK. Pełna wersja wywiadu dostępna jest na stronie: www.rkp.xt.pl - reggae w województwie kujawsko - pomorskim.