|
START


MUZYKA





RASTA i REGGAE







BOB MARLEY





INNE







Copyright: PiotRAS
|
Urodzony, by grać reggae
Ja
nie dzielę ludzi na tych, którzy są fanami reggae i tych, którzy nimi nie są.
Gdziekolwiek znajdę się na świecie, widzę ludzi, jako jedną wielką rodzinę, bo
wszyscy jesteśmy dziećmi jednego Boga, który stworzył nas w specjalnym celu.
Z Michaelem Blackiem – jamajskim
muzykiem, gwiazdą I Międzynarodowego Festiwalu ,,Reggae na Piaskach’’ w Ostrowie
Wielkopolskim (2001), rozmawia Jarosław Wardawy.

Michael, urodziłeś się na Jamajce.
Jakie ma to znaczenie dla muzyka grającego reggae?
By grać reggae wcale nie trzeba urodzić się na Jamajce. Reggae to muzyka
pochodzącą od Boga, którą Jah dał nam, byśmy nieśli ją do wszystkich zakątków
Ziemi.
A czy biali muzycy, na przykład z
Polski, mogą grać naprawdę dobre reggae?
Tak, na pewno tak. Na przykład ci młodzi muzycy, którzy grają ze mną w Polsce (Bakshish
i Maleo Reggae Rockers – przyp. red.) mogliby z powodzeniem grać wszędzie, nawet
na Jamajce. Najważniejsze jest, żeby być w tej muzyce prawdziwym.
Jesteś dobrym tego przykładem.
Grałeś do tej pory w wielu różnych krajach. Wymień kilka z nich.
Tak, gram już od ponad 25 lat i odwiedziłem prawie cały świat. Grałem w
Kanadzie, Anglii, Japonii, Zimbabwe i innych krajach afrykańskich, no i
oczywiście na Karaibach.
Zdążyłeś w tym czasie zagrać z
wieloma znanymi muzykami. Z kim, na przykład?
Miałem to szczęście, że zagrałem kiedyś z samym Boba Marleyem. Było to w 1979
roku, podczas festiwalu ,,Reggae Sunsplash’’ w Montego Bay, na Jamajce. Na tym
samym koncercie grał też, oprócz Boba, Steve Wonder, Third World, Dennis Brown,
Gregory Issac i wielu innych. ,,Reggae Sunsplash’’ to największa i najbardziej
znana impreza reggae na świecie. Co roku na plażę Montego Bay przyjeżdżają na
nią ludzie z całego świata, by cieszyć się muzyką.
Opowiedz, jak wyglądało twoje
spotkanie z Bobem Marleyem?
Pamiętam ten dzień bardzo dokładnie. Na koncercie był mój serdeczny
przyjaciel, Jacob Miller, który powiedział: chodź, chcę żebyś poznał naszego
brata, Boba Marleya. Poszliśmy razem na plażę Cornwal Beach; Jacob, Bob i ja.
Usiedliśmy na piasku i rozmawialiśmy o tym i o owym.
Czy to był twój jedyny osobisty
kontakt z Marleyem?
Za jego życia, tak. W 1982 roku, po śmierci Boba Marleya pojechałem do USA na
koncert poświęcony jego pamięci. To był wielki, wspaniały spektakl. Była tam
Rita Marley, żona Boba, J.C. Lodge, David Issacs z zespołu Itals i wielu innych.
Jakie inne koncerty szczególnie
utkwiły ci w pamięci?
Jeszcze przed ,,Reggae Sunsplash’’ zagrałem kilka dużych koncertów w klubach i
na stadionach. Grałem między innymi na National Arena (Stadion Narodowy – przyp.
red) z Dennisem Brownem, Mighty Diamonds, Gregory Issacs’em. Później zagrałem
kilka ważnych koncertów na Jamajce, na przykład w Negrill, gdzie kiedyś grał
Bob.
Jak sądzisz, czy po śmierci Boba
Marleya reggae nadal jest muzyką żywą, czy się rozwija?
Bob Marley przetarł dla nas ścieżki, a my kontynuujemy i rozwijamy jego dzieło.
Reggae jest silną muzyką i jest przed nią duża przyszłość.
Kogo z obecnych wykonawców reggae
najbardziej lubisz i cenisz?
Mógłbym wymienić wiele nazwisk. Na przykład bardzo cenię Luciano, Freddy'ego
McGregora, a z wcześniejszych Toots and Maytals, czy Steel Pulse.
Czy zgodzisz się ze zdaniem, że
reggae jest dziś zjawiskiem międzynarodowym, przekraczającym granicę państw i
kultur?
Reggae słucha się na całym świecie, bo to jest muzyka o miłości do ludzi i do
Boga. My śpiewamy prosto z serca, śpiewamy o Najwyższym, a on nakazuje nam nieść
tę muzykę do każdego zakątka Ziemi. I to właśnie robimy.
Czy zatem nazwałbyś reggae muzyką
religijną?
Myślę, że tak. To Bóg sprawił, że gramy naszą muzykę. Śpiewam o tym na mojej
ostatniej płycie ,,Glass Pipe” (,,Szklana fajka’’ – przyp. red) w utworze ,,We’ve
got to prey’’ (,,Módlmy się’’ – przyp. red.) Ja nie dzielę ludzi na tych, którzy
są fanami reggae i tych, którzy nimi nie są. Gdziekolwiek znajdę się na świecie,
widzę ludzi, jako jedną wielką rodzinę, bo wszyscy jesteśmy dziećmi jednego
Boga, który stworzył nas w specjalnym celu. Tym celem jest, abyśmy nieśli Jego
miłość między siebie.
O czy śpiewasz na swojej najnowszej
płycie?
Tytułowa ,,Szklana fajka’’ służy do palenia cracku (mocny narkotyk – przyp.
red.). Śpiewam, że to nie jest dobre dla nikogo, że narkotyki to groźna sprawa,
że zabijają młodych ludzi na całym świecie, że niszczą rodziny. Tak się dzieje
na całym świecie.
A czy reggae – jako muzyka – może
istnieć bez rastafarianizmu?
Muzyka jest podstawą, jest najważniejsza – bo jest wszędzie. Nawet gdy jesteś
w kuchni i grzejesz wodę - to też jest muzyka. Jednak reggae to nie tylko
muzyka, to sposób na życie, dlatego nie można oddzielić reggae od rastafarianizmu.
A czy nie przeszkadza ci, że
śpiewasz o dzisiejszym Babilonie – symbolu zepsucia - właśnie tu, w Polsce, w
kraju który jest przecież bardzo katolicki? Jak się ma rasta do innych religii?
Babilonu nie stworzyli katolicy. Tworzą go przeklęci ludzie, którzy realizują
na całym świecie swoje chore idee. My wszyscy jesteśmy ludźmi, jesteśmy równi:
katolicy, baptyści, rasta – to nieważne, wszyscy służymy jednemu Bogu.
Czym dla ciebie jest granie reggae?
Sposobem na zarabianie pieniędzy, czy sposobem na życie?
Wiesz, ja nigdy nie chodziłem do żadnej szkoły muzycznej. Zaczynałem śpiewać w
kościelnym chórze kościoła baptystów. Moja muzyka to dar od Boga, który mi ją
ofiarował. Dlatego mówię często o sobie, że urodziłem się, by grać reggae.
Śpiewam, żeby się nigdy nie poddawać, nie rezygnować. Obojętnie co robisz:
pracujesz w kuchni, grasz muzykę czy piszesz książki – nie poddawaj się, rób
swoje, nie rezygnuj, a Bóg ci pomoże.
Dziękuję za rozmowę.
__________________________________________________
Wywiad opublikowany za zgodą autora
|