|
- - - - - - - - - - - - -
RRR.COM.PL
Strona Główna
Reggae Newsy
Koncerty
Fotorelacje
Recenzje
Forum RRR
- - -
- - - - - - - - - -
ARTYŚCI
Polska
Świat
- - -
- - - - - - - - - -
ENCYKLOPEDIA
Reggae Słownik
Reggae Rastafari
Bob Marley
Dready
Jamajka
Etiopia
Bębny
Czytelnia
- - -
- - - - - - - - - -
SERWIS
Nasze Patronaty
Youtube RRR
Redakcja RRR
Napisz do nas
Reklama
Polecane
Strony
- - -
- - - - - - - - - -
RRR.COM.PL
Copyright:
PiotRAS & Izabella
|
„Zawsze chciałem
tworzyć muzykę”
Matisyahu
- 27- letni, ortodoksyjny Żyd, który wykonuje... reggae. Jakkolwiek szokujące
nie byłoby to połączenie, w rodzinnych Stanach Zjednoczonych fani tej muzyki
bardzo pozytywnie przyjęli Matisyahu i jest on obecnie jednym z
najpopularniejszych reggae-manów!
Kiedy Mathew (Miller –
rodzone imię artysty – przyp. MR) stał się Matisyahu?
Miało to miejsce jakieś cztery lata temu, miałem wtedy 22, może 23 lata. Stałem
się bardzo religijny, zacząłem rozumieć znaczenie religii, w jakiej zostałem
wychowany. Dowiedziałem się, że kiedy Żydzi byli niewolnikami w Egipcie, przy
życiu ich kulturę utrzymywał język hebrajski. Stąd tak ważne okazało się dla
mnie hebrajskie znaczenie mojego imienia, mające w założeniu reprezentować moją
duchowość. W ten sposób chciałem znaleźć się bliżej swojej religii, kultury.
Czy uważasz, że
muzyka, którą wykonujesz, służy jakiemuś konkretnemu celowi? Kiedykolwiek
próbowałeś przez nią nauczać?
W mojej muzyce bardzo dużą rolę odgrywają słowa, nie da się więc uniknąć
formułowania pewnych przesłań czy wyrażania przekonań religijnych. Zazwyczaj w
głowie najpierw rodzi mi się temat na dany utwór, a potem powstaje do niego
muzyka, która jest jakby uatrakcyjnieniem całej wypowiedzi. Z czasem nabiera
równie ważnej wartości.
Czy znasz ludzi,
którzy nawrócili się na judaizm słuchając Matisyahu?
Tego nie wiem, wiem natomiast, że cześć z nich stała się dzięki mnie bardziej
religijna. Ale to nie jest moim celem, nikogo nie namawiam do swojej religii.
Oferuje słuchaczom pewną wiedzę w tym temacie, bo w dzisiejszych czasach ludzie
mają bardzo mgliste pojęcie na temat judaizmu. Istotna jest jego historia,
nawiązanie do kultury – to jest ta esencja, którą staram się przekazać w jak
najmniej tradycyjnej formie. Formie, w której ludzie łatwiej mogą się odnaleźć.
A potem samemu zadecydować czy chcą poszerzyć swoja wiedzę w tym temacie.
A skąd decyzja, żeby formą
tą była właśnie muzyka reggae?
Nie będzie to może oryginalne, ale do reggae przekonał mnie Bob Marley. Potem
byli jeszcze: Sizzla, Buju Banton, Capleton.
Ale co skłoniło cię nie
tylko do słuchania, ale i tworzenia reggae?
Zawsze chciałem tworzyć muzykę. To było dla mnie coś zupełnie naturalnego.
Nie ciągnęło cię w stronę
heavy-metalu?
W życiu! (śmiech)
Czyli takich niespodzianek
na twojej nowej studyjnej płycie nie należy się raczej spodziewać?
Może nie heavy-metal, ale naprawdę wiele różnych wpływów muzycznych można
znaleźć na tej płycie. Zawsze lubiłem rocka, hip-hop i inne gatunki. Podobnie
jak mój zespół, który w dużej mierze odpowiada za muzykę na nowym albumie.
Piosenki te brzmią naprawdę różnie.
Płyta nosi tytuł ‘Youth’.
Rozwiń proszę tę myśl.
Tytuł płyty wziął się od tytułu piosenki, która się na niej znajduje. Młodzież (Youth)
często się buntuje. I to nie dlatego, że jest zła, ale dlatego, że wyczuwa
pewien fałsz czy pustkę w otaczającym ją świecie. Nie wie jak na to zareagować,
więc się przeciw temu buntuje. To też część mojej historii – sam przechodziłem
dokładnie przez ten sam etap.
Kilka miesięcy temu wydałeś
płytę koncertową ‘Live At Stubb’s”. Czyli teraz te same utwory usłyszymy w
wersjach studyjnych?
Nie, nowy album zawiera tylko jedną wspólną piosenkę z płytą koncertową. Jest
nią ‘King Without A Crown’, który w różnych wersjach promuje oba wydawnictwa.
Pozostałe utwory to zupełnie nowe kompozycje.
Zaznaczałeś już znaczenie
religii w swoim życiu. Jak łączysz ją z mało religijnym chyba światem
show-biznesu?
Judaizm zaleca czytanie Tory, gorliwą modlitwę, ale i posiadanie zawodu.
Większość ludzi pracuje od 9 do 17 i mało angażuje się w czytanie Tory. Moja
praca jest bardzo absorbująca, jestem w trasie, często koncertuję, ale – zgodnie
z zaleceniem Tory – nad wszystko co robię przekładam Boga. Niezależnie czy
udzielam wywiadu, tworzę muzykę, podróżuję – wszędzie tu spotyka Boga.
Czy uważasz, że to sprawia,
że pracujesz ciężej niż – powiedzmy – gwiazdy muzyki pop?
Nie sądzę. Po prostu wstaję godzinę wcześniej i czas ten poświęcam na modlitwę.
Inne gwiazdy w tym czasie uprawiają jogę, albo jeżdżą na rolkach. Każdy ma swój
sposób na zachowanie formy.
A czy spotkałeś się kiedyś z
opinią, że jesteś ‘szokujący’? Swoim wyglądem odstajesz trochę od typowego
wizerunku rastamana..
Na pewno bardziej ‘szokuję’ tu w Europie, niż w Ameryce, gdzie ludzie
przychodząc na moje koncertu dokładnie wiedzą, czego mogą się spodziewać. Lubią
moją muzykę, są fanami, więc sprawa tam ma się zupełnie inaczej. Ale na początku
ludzie autentycznie byli zszokowani widząc na scenie mnie śpiewającego do
takiego gatunku muzyki.
I reakcja była głównie
pozytywna czy negatywna?
Nie spotkałem się jeszcze z negatywnymi reakcjami.
A co z występami live, a
konkretnie z Twoim rzucaniem się w publiczność na koncertach? Wiem, że kiedyś
był to nieodłączny fragment twojego występu, ale... podobno to się już
skończyło?
Widzę, że plotka już się rozniosła! Tak, to prawda. Oprócz kwestii
bezpieczeństwa, religia zabrania mi być dotykanym przez inne kobiety, od kiedy
wstąpiłem w związek małżeński. A poza tym zdarzało się, że publiczność mnie...
upuszczała. Szczególnie na początku, kiedy na moich koncertach pod sceną nie
było jeszcze tak wielu osób.
Jak bardzo
przekonujesz do siebie fanów reggae? Sądzisz, że większość twoich fanów przyszła
właśnie z tej strony, czy są to ludzie, którzy nigdy wcześniej nie słuchali
takiej muzyki?
Jest to na pewno mieszanka obu tych grup. Patrząc na ludzi, którzy przychodzą na
moje koncerty w Ameryce, trudno by szukać drugiej tak bardzo zróżnicowanej
publiczności. Gdzie indziej zobaczysz rastamana w jarmułce?!
A czy Twoja publiczność –
wiemy już, że wybitnie zróżnicowana – różni się od siebie w poszczególnych
krajach?
Tak, nie ulega to wątpliwości. Ostatnio dzień po dniu grałem w Londynie i
Amsterdamie. Publiczność londyńska była znacznie bardziej religijnie
usposobiona. Może dlatego, że Londyn jest po prostu większym miastem?
Czy wyobrażałeś siebie
kiedyś jako idola młodzieży?
Przede wszystkim: nie uważam siebie za idola. Samo słowo, mimo że ma też inne
znaczenia, określa ktoś, na którego patrzy się z dołu, podziwia jego
nieosiągalną doskonałość. A przecież nie powinno się wyznawać żadnych innych
bogów niż tego jednego jedynego. Dobrze jest mieć kogoś, kim można się
inspirować, wzorować. Ale swoje życie zawdzięczasz Stwórcy, i to jemu należy się
największy podziw.
Mówi się, że nie szata zdobi
człowieka. Czy dalej uważałbyś się za tego, kim jesteś, gdyby przyszło ci
założyć zupełnie inne ubranie?
Na pewno czułbym się mniej komfortowo. Choć miało już miejsce – w klipie do
‘Youth’ mam na sobie sportowy dres Adidasa. Patrząc na to z perspektywy czasu,
chyba nie założyłbym go ponownie. Ale wtedy też mówiłem sobie ‘nie szata zdobi
człowieka’ i tak jak sam nie oceniam ludzi bo ubraniu, tak samo nie chciałbym
być oceniany tak przez nikogo.
Na podstawie materiałów promocyjnych Sony BMG
Maciek Rychlicki
 |