|
START


MUZYKA





RASTA i REGGAE







BOB MARLEY





INNE







Copyright: PiotRAS
|
„Nie będziemy chodzić
ze sztandarami”
"Czy ludzie
jeszcze kiedyś przestaną wstydzić się swych prawdziwych twarzy? - To jedno z
pytań, które stawiał sobie i światu Managga". O nowym, bardzo ciekawym projekcie
na polskim rynku muzycznym, kierującej nim ideii i debiutanckiej płycie opowiada
jego ojciec założyciel - Andrzej "Gienia" Markowski.
Gratuluję płyty, jest naprawdę świetna.
Dziękuję. Nie traktuj tego
jak kurtuazyjną odpowiedź. Każde miłe słowo na temat tej płyty szczerze mnie
cieszy.
Jak zrodził się pomysł na Managgę? Na początek opowiedz o samej historii
pomysłu i jego realizacji.
Od dawna nosiłem się z
zamiarem stworzenia takiego zespołu. W 2005 r. , na jakimś konkursie zespołów
usłyszałem Kamila (Raciborski vel Grizzlee – wokal – przyp. Red.). Odbyliśmy
krótką rozmowę i wymieniliśmy się telefonami. Zanim zrobiliśmy wspólnie pierwszą
piosenkę minęło ponad pół roku. Przez ten czas spotykaliśmy się sporadycznie
przy różnych okazjach i w różnym stanie… Śmiało mogę powiedzieć, że te spotkania
pozwoliły nam się poznać; pozwoliły nabrać do siebie zaufania. W końcu udało się
w domowych warunkach nagrać kilka utworów. Mając piosenki w garści łatwiej było
rozpocząć próby. Początkowo różni ludzie na tych próbach się zjawiali, ale
finalnie zostaliśmy w gronie przyjaciół, z którymi już wcześniej mieliśmy okazję
grać, i dla których Managga nie był obcą istotą. Dalej to już wszystko jasne;
próby, próby, jakiś koncert…próby… spotkanie z Karrot Kommando…próby…studio…i
jest płyta.
Możesz nam wytłumaczyć etymologię słowa Managga?
Hmmm... chyba nie ma co
tłumaczyć; tak jak na Kamila mówimy Grizzlee, na Ryśka – Peja, na Joseph’a –
Benedykt XVI, tak na postać, o której chcemy przypomnieć mówimy Managga. Nie mam
pojęcia, kto go tak ochrzcił.
Projektowi przyświeca pewna idea... ogólnie mówiąc chodzi o ukazanie istoty
"prawdziwego człowieczeństwa". Co chcecie przez to powiedzieć, jakie wartości
przekazać?
Na pewno nie będziemy
chodzić ze sztandarami i straszyć zbudowaniem idealnego świata. Od kabaretowych
rozwiązań mamy polityków i ich karykatury. Poza tym trochę za późno na taką
budowę... Już tak sobie wszystko zorganizowaliśmy, że niestety trzeba zarabiać,
robić kariery itd. Sądzę jednak, że w całej tej gonitwie jest miejsce na
wzajemny szacunek, przyjaźń i że nie musimy uczestniczyć w mniej lub bardziej
legalnych sektach tylko po to, żeby czuć się lepiej. Managga mawiał: „traktuj
mnie jak siebie i na bank będzie miło”.
Powołana przez Was do życia postać - Managga - wygląda jak agent, jak ktoś
kto się ukrywa, tylko przed czym?
Managga jest idealnym
przykładem odmieńca o niepopularnych poglądach. Za dawnych czasów takich palono
na stosie. Dziś jest znacznie lepiej – rzuca się w nich kamieniami, gdy próbują
znaleźć na śmietniku coś przydatnego. Tak mniej więcej wygląda nasz rozwój na
przestrzeni kilku wieków… wcale się nie dziwię, że on się chowa.
Mówi się, że Managga rozkruszyła skostniały organizm polskiej sceny reggae.
Jak podchodzicie do tego typu stwierdzeń?
Szczerze mówiąc: pierwszy
raz spotykam się z takim stwierdzeniem i nie uważam, żeby można było mówić o
skostnieniu tej sceny. Zwłaszcza na przestrzeni ostatnich lat. Poza tym nie
widzę żadnego celu w komentowaniu działalności innych zespołów. Muzykę staram
się rozpatrywać w prostych kategoriach: podoba mi się – słucham; nie podoba mi
się – nie słucham.
Osobiście uważam, że tchnęliście w ten rynek nieco świeżości. Jesteście
oryginalni i niepowtarzalni. Takie było zamierzenie, czy po prostu wyszło to
zupełnie spontanicznie i tak już zostało?
Chyba trudno coś takiego
przewidzieć. Robiąc utwory nikt nie myślał o oryginalności. Chodziło tylko o to,
żeby nam się podobały. Dopiero pierwsi słuchacze dali do zrozumienia, że ma to
jakiś wyraz…pocieszające.
Waszej debiutanckiej płyty, "Czaj Czaj", nie można rozpatrywać tylko w
kategoriach jamajskich brzmień, bo dzieje się tu o wiele więcej - pojawia się
pop, rock, latino, odrobina orientu. Który z Was miał najwięcej do powiedzenia
przy komponowaniu?
Większość to kompozycje
moje. Sporą część napisał też Kamil (wokalista). Dzięki technologii mieliśmy
możliwość nagrywania tych piosenek w trakcie ich powstawania. Myślę, że to, oraz
próby w pełnym składzie, miały gigantyczny wpływ na ostateczny kształt piosenek.
Mamy w zespole skrajnie różne charaktery i to słychać.
Odpowiadasz za produkcję "Czaj Czaj", a miksem i masteringiem zajął się Marin
Bors. Uważam, że wykonaliście doskonałą robotę, to świetnie brzmiący album. Nie
słyszałem na razie "złej" płyty, która byłby zrealizowana we wrocławskim studiu
Fonoplastykon.
No już bez przesady… pewnie
coś by się znalazło. Faktem jednak jest , że to dobre studio.
Z Marcinem pracowałem przy kilku płytach i z pewnością kilka jeszcze wspólnie
zrobimy, bo zawsze coś z tego wychodzi. Nie mówię tu o sukcesie komercyjnym
wspólnych dokonań, a raczej o miłym końcu miłej pracy.
Czym tak właściwie jest dla Was Managga - side projectem? Zamierzacie się
temu poświęcić na dłużej?
Musiałbyś zapytać każdego z
osobna…dla mnie Managga nie jest projektem na rok czy dwa.
Życzę by Managga zagościł u nas na stałe... Dziękuję Ci za poświęcony czas.
Ostatnie zdanie należy do Ciebie.
Ja również dziękuję i
zapraszam do bliższego poznania Managgi oraz innych zespołów zespołów z Karrot
Kommando, bo z pewnością warto.
Rozmawiał Łukasz Mijała /
marzec 2007 r.
 |