- - - - - - - - - - - - -
RRR.COM.PL

Strona Główna
Reggae Newsy
Koncerty
Fotorelacje
Recenzje
Forum RRR

- - - - - - - - - - - - -

ARTYŚCI
Polska
Świat

- - - - - - - - - - - - -

ENCYKLOPEDIA
Reggae Słownik
Reggae Rastafari
Bob Marley
Dready
Jamajka
Etiopia
Bębny
Czytelnia

- - - - - - - - - - - - -
SERWIS
Nasze Patronaty
Youtube RRR
Redakcja RRR
Napisz do nas
Reklama
Polecane Strony

- - - - - - - - - - - - -

RRR.COM.PL
Copyright:
PiotRAS & Izabella

 

„Nie będziemy chodzić ze sztandarami”

"Czy ludzie jeszcze kiedyś przestaną wstydzić się swych prawdziwych twarzy? - To jedno z pytań, które stawiał sobie i światu Managga". O nowym, bardzo ciekawym projekcie na polskim rynku muzycznym, kierującej nim ideii i debiutanckiej płycie opowiada jego ojciec założyciel - Andrzej "Gienia" Markowski.


Gratuluję płyty, jest naprawdę świetna.
Dziękuję. Nie traktuj tego jak kurtuazyjną odpowiedź. Każde miłe słowo na temat tej płyty szczerze mnie cieszy.

Jak zrodził się pomysł na Managgę? Na początek opowiedz o samej historii pomysłu i jego realizacji.
Od dawna nosiłem się z zamiarem stworzenia takiego zespołu. W 2005 r. , na jakimś konkursie zespołów usłyszałem Kamila (Raciborski vel Grizzlee – wokal – przyp. Red.). Odbyliśmy krótką rozmowę i wymieniliśmy się telefonami. Zanim zrobiliśmy wspólnie pierwszą piosenkę minęło ponad pół roku. Przez ten czas spotykaliśmy się sporadycznie przy różnych okazjach i w różnym stanie… Śmiało mogę powiedzieć, że te spotkania pozwoliły nam się poznać; pozwoliły nabrać do siebie zaufania. W końcu udało się w domowych warunkach nagrać kilka utworów. Mając piosenki w garści łatwiej było rozpocząć próby. Początkowo różni ludzie na tych próbach się zjawiali, ale finalnie zostaliśmy w gronie przyjaciół, z którymi już wcześniej mieliśmy okazję grać, i dla których Managga nie był obcą istotą. Dalej to już wszystko jasne; próby, próby, jakiś koncert…próby… spotkanie z Karrot Kommando…próby…studio…i jest płyta.

Możesz nam wytłumaczyć etymologię słowa Managga?
Hmmm... chyba nie ma co tłumaczyć; tak jak na Kamila mówimy Grizzlee, na Ryśka – Peja, na Joseph’a – Benedykt XVI, tak na postać, o której chcemy przypomnieć mówimy Managga. Nie mam pojęcia, kto go tak ochrzcił.

Projektowi przyświeca pewna idea... ogólnie mówiąc chodzi o ukazanie istoty "prawdziwego człowieczeństwa". Co chcecie przez to powiedzieć, jakie wartości przekazać?
Na pewno nie będziemy chodzić ze sztandarami i straszyć zbudowaniem idealnego świata. Od kabaretowych rozwiązań mamy polityków i ich karykatury. Poza tym trochę za późno na taką budowę... Już tak sobie wszystko zorganizowaliśmy, że niestety trzeba zarabiać, robić kariery itd. Sądzę jednak, że w całej tej gonitwie jest miejsce na wzajemny szacunek, przyjaźń i że nie musimy uczestniczyć w mniej lub bardziej legalnych sektach tylko po to, żeby czuć się lepiej. Managga mawiał: „traktuj mnie jak siebie i na bank będzie miło”.

Powołana przez Was do życia postać - Managga - wygląda jak agent, jak ktoś kto się ukrywa, tylko przed czym?
Managga jest idealnym przykładem odmieńca o niepopularnych poglądach. Za dawnych czasów takich palono na stosie. Dziś jest znacznie lepiej – rzuca się w nich kamieniami, gdy próbują znaleźć na śmietniku coś przydatnego. Tak mniej więcej wygląda nasz rozwój na przestrzeni kilku wieków… wcale się nie dziwię, że on się chowa.

Mówi się, że Managga rozkruszyła skostniały organizm polskiej sceny reggae. Jak podchodzicie do tego typu stwierdzeń?
Szczerze mówiąc: pierwszy raz spotykam się z takim stwierdzeniem i nie uważam, żeby można było mówić o skostnieniu tej sceny. Zwłaszcza na przestrzeni ostatnich lat. Poza tym nie widzę żadnego celu w komentowaniu działalności innych zespołów. Muzykę staram się rozpatrywać w prostych kategoriach: podoba mi się – słucham; nie podoba mi się – nie słucham.

Osobiście uważam, że tchnęliście w ten rynek nieco świeżości. Jesteście oryginalni i niepowtarzalni. Takie było zamierzenie, czy po prostu wyszło to zupełnie spontanicznie i tak już zostało?
Chyba trudno coś takiego przewidzieć. Robiąc utwory nikt nie myślał o oryginalności. Chodziło tylko o to, żeby nam się podobały. Dopiero pierwsi słuchacze dali do zrozumienia, że ma to jakiś wyraz…pocieszające.

Waszej debiutanckiej płyty, "Czaj Czaj", nie można rozpatrywać tylko w kategoriach jamajskich brzmień, bo dzieje się tu o wiele więcej - pojawia się pop, rock, latino, odrobina orientu. Który z Was miał najwięcej do powiedzenia przy komponowaniu?
Większość to kompozycje moje. Sporą część napisał też Kamil (wokalista). Dzięki technologii mieliśmy możliwość nagrywania tych piosenek w trakcie ich powstawania. Myślę, że to, oraz próby w pełnym składzie, miały gigantyczny wpływ na ostateczny kształt piosenek. Mamy w zespole skrajnie różne charaktery i to słychać.

Odpowiadasz za produkcję "Czaj Czaj", a miksem i masteringiem zajął się Marin Bors. Uważam, że wykonaliście doskonałą robotę, to świetnie brzmiący album. Nie słyszałem na razie "złej" płyty, która byłby zrealizowana we wrocławskim studiu Fonoplastykon.
No już bez przesady… pewnie coś by się znalazło. Faktem jednak jest , że to dobre studio.
Z Marcinem pracowałem przy kilku płytach i z pewnością kilka jeszcze wspólnie zrobimy, bo zawsze coś z tego wychodzi. Nie mówię tu o sukcesie komercyjnym wspólnych dokonań, a raczej o miłym końcu miłej pracy.


Czym tak właściwie jest dla Was Managga - side projectem? Zamierzacie się temu poświęcić na dłużej?
Musiałbyś zapytać każdego z osobna…dla mnie Managga nie jest projektem na rok czy dwa.

Życzę by Managga zagościł u nas na stałe... Dziękuję Ci za poświęcony czas. Ostatnie zdanie należy do Ciebie.
Ja również dziękuję i zapraszam do bliższego poznania Managgi oraz innych zespołów zespołów z Karrot Kommando, bo z pewnością warto.


Rozmawiał Łukasz Mijała / marzec 2007 r.

MUZYKA.GERY.PL - jeden z największych serwisów muzycznych w Polsce