|
START


MUZYKA





RASTA i REGGAE







BOB MARLEY





INNE







Copyright: PiotRAS
|
"Chcę słuchać
dobrych rzeczy"
Z
Igorem, wokalistą
LION VIBRATIONS, rozmawia PiotRAS.
Lion Vibration na scenie już od
ponad 10 lat. A Ty od kiedy?
Ja już jestem na scenie od jakichś 18 lat. Grałem nie tylko z Lion Vibrations.
Wcześniej współpracowałem z zespołem Abrazja – to były lata 90. Był też zespół
Yo. A z Lionsami zaczął mi się 9 rok.
Po długiej przerwie
fonograficznej Lion Vibration wydał nową płytę „Save Us”. Płyta pokazuje że
ewolucja muzyczna w grupie wciąż trwa. Czy tak jest w istocie?
Podchodzę do tej płyty jako do najdojrzalszej muzycznie w naszym dorobku.
Głównym głosem „Save Us” jest Jagoda, ale i ja mam w niej swój udział wokalno –
chóralny. Nie chcę się jednak wypowiadać za Jagodę. Co do muzyki to fakt jest
taki, że cały czas poszukujemy nowych brzmień, nowych inspiracji. Już nie
siedzimy tylko w roots reggae. Nie wychylamy się tylko w stronę dubu. Teraz
dochodzi wiele nowych elementów. Pojawia się np. jazz i funkowe zagrywki. Kto
posłucha tej płyty, na pewno będzie mógł rozszyfrować do jakich brzmień sięgamy.
A
co ze zmianą na stanowisku głównego wokalisty?
Jest zmiana. Stwierdziliśmy że przyda się coś takiego, że sprawdzimy jak to
wypadnie. Drugi powód jest taki, że w czasie powstawania materiału na płytę ja
byłem zajęty paroma innymi rzeczami i nie zawsze miałem czas, by pracować nad
nowymi utworami. Zatem zapadła decyzja o tym, że zespół nie może stać w miejscu
i że takie nowe brzmienie, z Jagodą w roli głównej, też przypadnie słuchaczom do
gustu. Pewnie następna płyta będzie znowu inna, ale na razie dużo za wcześnie by
o tym cokolwiek powiedzieć.
Czy zmiana zmiana przy
mikrofonie, to także zmiana lidera grupy?
W Lion Vibrations nie ma lidera, bo i po co. Każdy ma swoje zadanie do
wykonania. Moja rola jest np. taka żeby poderwać publiczność, żeby energia ze
sceny została przekazana pod scenę. Jagoda teraz śpiewa i gra na basie i tak
dalej. Każdy ma swoje zadanie. Liderowanie nie jest nikomu potrzebne.
Jakie wydarzenie w
historii Lion Vibrations wspominasz najmilej?
To jeszcze historia Zgrozowa (Zgroza – poprzednia nazwa zespołu). Byliśmy wtedy
trochę jak małe dzieci. Każdy chciał żeby pierwsza płyta się ukazała. Wiadomo,
było to poniekąd zwięczeniem naszej ciężkiej pracy. Ja też marzyłem o płycie, bo
nie udało mi się jej nagrać z wcześniejszymi zespołami. Co wiązało się także z
innymi czasami i innymi możliwościami. Ale w historii Lion Vibrations było też
wiele innych wspaniałych momentów, szczególnie podczas koncertów czy spotkań z
ludźmi. Powiem ci szczerze, że dziś myśląc o tym, co się dzieje np. w Ostródzie,
już dostrzegam kolejne wspaniałe momenty. Zagrać na festiwalu tego samego dnia
co I Jahman, którego uważam za wokalny ideał, jest wspaniałe. Jak się z tego nie
cieszyć?
Twoja działalność na
scenie reggae to nie tylko Lion Vibrations. Jesteś autorem felietonów i recenzji
we Free Colours. Jak się czujesz w tej roli?
To jest chyba najbardziej niewdzięczna forma mojej działalności. Wszyscy wiemy
czym to się może skończyć. Zdarzają się więc jakieś nieporozumienia. Choć tak
naprawdę do tej pory tylko raz dostałem nieprzyjemnego meila od czytelnika. Więc
nie jest chyba tak źle. W każdym razie ja chciałbym, aby ludzie którzy działają
na scenie reggae wiedzieli o jednej sprawie. Jeśli chcesz coś pokazać światu
musisz być gotowy na krytykę i cieszyć się z tego jeśli cię chwalą. Jeśli ktoś
nie ma do samego siebie dystansu to nie powinien robić tego co robi.
W którym miejscu według
ciebie jest w tej chwili polska scena reggae?
Jest to rozkwit. Ale boję się, co może z tego wyniknąć. Mam nadzieję że wszystko
pójdzie w dobrym kierunku. Po artykule w FC niektórzy stwierdzili, że ja nie
trawię dancehallu. To nieprawda. Ja się bardzo cieszę że ta scena w Polsce się
tak bardzo rozwija, bo ona w efekcie może pociągnąć za sobą roots a nawet ska.
Korzenie są wspólne. Walka jest niepotrzebna, tak jak animozje między ludźmi.
Tak samo fajnie że są soundsystemy. Ale ja będę narzekał jeśli będą tam kiepscy
wokaliści. Jestem słuchaczem i chcę słuchać dobrych rzeczy. W gruncie rzeczy,
jeśli chodzi o polską scenę jest dobrze i oby tak było. Ważne też, by nie poszło
to w stronę komercji która skończy się fatalnie dla tego gatunku.
A
jeśli chodzi o zespoły? Jako recenzent słuchasz wiele, często masz dostęp do
nagrań zanim pojawią się oficjalnie na rynku.
Jest bardzo duża grupa zespołów trzymających bardzo dobry poziom. Często tworzą
je ludzie doświadczeni, którzy przeszli przez wiele innych formacji. Oni mają
doświadczenie na scenie i w studio nagraniowym. Z tego powinniśmy się cieszyć.
Jest też wiele grup i wielu wokalistów próbujących. Uważam że nie powinno się
ich krytykować na starcie, bo z czasem mogą oni dojść do przyzwoitego poziomu.
Wiem po sobie, że dziś inaczej śpiewam niż np. 18 lat temu. Wynika to między
innymi z pokory. Mam dystans do siebie. Nie mam wykształcenia muzycznego, jestem
tzw. naturszczykiem. Dziękuje Bogu, że dał mi ucho, dzięki któremu potrafię
czasem stworzyć melodię. Ale cały czas się uczę i słucham. Zwykłe słuchanie
płyty wspomnianego już I Jahmana to nauka. Słucham nie tylko muzyki, ale i tego
jak się śpiewa. Zatem dobrze, że wiele osób robi reggae. To może wpłynąć dobrze
na promocję tej muzyki poza obręb jej stałych słuchaczy. Jeżeli reggae jest tak
popularne na zachodzie europy to dlaczego nie może tak być w Polsce. Przecież
jamajscy artyści właściwie utrzymywani są przez europejskich słuchaczy.
A co ty czujesz jak
czytasz recenzje koncertów lub plyt Lion Vibrations?
Ja jestem świadomy co robię podczas koncertów. Wiem co zrobiłem źle, gdzie dałem
plamę, za co powinienem przeprosić koleżanki i kolegów z zespołu. Natomiast
jeśli wychwycił to jakiś recenzent, to bardzo dobrze. To jest rzecz która
powinna mnie dopingować do tego, żeby następnym razem zrobić coś lepiej.
____________________________________________________
Wywiad
przeprowadzony podczas Ostróda Reggae Festiwal 2008
|