|
START


MUZYKA





RASTA i REGGAE







BOB MARLEY





INNE







Copyright: PiotRAS
|
"Nie da się
udawać, że jesteś oryginalny"
Z Jarkiem
Pacankiem, założycielem ETNY, rozmawia Jakub Kafel.
Po
wydaniu pierwszej płyty pojawiły się zarzuty że gracie “kato-reggae”, czyli
kładziecie nacisk na chrześcijańskie akcenty w tekstach, z drugiej strony
określano was zespołem rockowym. W “Pasażerze” porównywano Was z kolei do
legendarnego Izraela. Co tak naprawdę gra Etna?
Właściwie to sam już sobie odpowiedziałeś. Wydaliśmy jedną płytę i mieliśmy trzy
różne recenzje. W zasadzie każdy to odbiera jak chce. W tamtych czasach mało
było zespołów, które tak wyraźnie akcentowały wątek duchowy. Moim zdaniem jest
to nieodłącznym elementem tej muzyki, pomijając to, co teraz dzieje się na
rynku, czyli dancehall i tego typu rzeczy. Poszliśmy w tą stronę, bo tak wtedy
czuliśmy. Zapraszali nas na imprezy katolickie, które były organizowane przez
młodych, kreatywnych księży, a ja powtarzałem już tysiąc razy: nie mamy żadnych
fobii i w zasadzie, jeśli wszystko się zgadza, ludzie są w porządku, to po
prostu gramy wszędzie. Po za tym, w tamtych czasach takich większych koncertów
reggae było tak niewiele, że w zasadzie bylibyśmy zdani na granie jedynie na
Reggae na Piaskach. Ostróda kulała wtedy, dopiero się rozwijała, Reggae nad
Wartą z różnymi przerwami, raz było, raz nie. Zagralibyśmy z pięć koncertów w
ciągu roku. Ponadto chcieliśmy grać dla ludzi. Masz coś do powiedzenia, chcesz
się rozwijać, zespół się cieszy z tego, że gra. W związku z tym, nie może być
tak, że zamykamy się w getcie “Gramy reggae, tylko dla ludzi, którzy słuchają
reggae”. To jest bez sensu. Ja generalnie nie cierpię recenzji, bo muzyka jest
czymś bardzo subiektywnym. Każdy odbiera ją na swój sposób, to zależy od wnętrza
i dlatego szufladkowanie, doszukiwanie się czegoś na siłę mija się z celem.
Jeden będzie widział rocka, drugi, co innego. My przez tą sytuację odeszliśmy od
tych klimatów, zaczęliśmy robić inne rzeczy, ale to było też podyktowane tym, że
zmienił się skład kapeli i zaczęliśmy mieć trochę inne odczucia.
Przeglądając dawne opinie na
forach internetowych, można wyczytać, że gracie słabiutko na żywo i macie naiwne
teksty. Ale już w 2007 roku, po wydaniu trzeciej płyty, widać zachwyt energią,
jaka emanuje na występach, a i teksty są częściej chwalone. Dojrzeliście jako
zespół przez te lata?
Myślę, że tak. Tak jak mówiłem wcześniej, część zespołu odeszła, gramy obecnie w
optymalnym składzie personalnym. Wcześniej ten zespół tworzyła grupa osób, która
naturalnym sposobem wykruszyła się. Może to jakoś rzutowało na całość. Energia
jest nie tylko w busie i na scenie, ale także poza nią. Od dwóch lat nie
słyszałem opinii, że gramy słabo na żywo. Ośmielę się powiedzieć, że nawet
jeżeli ktoś ma wątpliwości słuchając nas z płyty, to po przyjściu na koncert
rozwiewają się one natychmiastowo. Ogólnie to było w przypadku ludzi, którzy
sceptycznie patrzyli na to, co robimy. Tak więc, wydaje mi się, że sprawa
rozwiązuje się, kiedy ktoś przychodzi na koncert. Zapraszamy, jeśli ma jakieś
problemy – zobaczy jak to jest naprawdę.
Płytą “Polityczna Ganja”
udowodniliście, że dobrze czujecie się grając roots, jak na pierwszym
wydawnictwie, ale także z powodzeniem możecie grać ragga i ska oraz wplatać w to
elementy dancehallu…
Ja lubię eksperymentować. To są próby sprawdzania się w innych stylach. I pewnie
zawsze tak będziemy grać. Nigdy nie będzie tak, że nasza płyta będzie monolitem.
Są takie zespoły grające reggae w Polsce, których płyty są bardzo monotonne,
kawałki są podobne do siebie. Komuś może się to podobać, a nam nie i dlatego tak
założyliśmy sobie od początku. Ktoś sobie na przykład wymyślił, że “oni super
grają ska, powinni grać ska” albo “roots to może nie, grajmy coś innego”. Zawsze
będą takie opinie, my chcemy robić swoje i na pewno na nowej płycie też będą
jakieś niespodzianki innego typu. Może być funky, mogą być jakieś hiphopowe
numery. Chciałbym, żeby tak było, żebyśmy się nie zamykali w takim szczelnym
schemacie.
Pisząc teksty, komponując muzykę
wzorujecie się na kimś, czy po prosto robicie swoje?
Miałem taki czas, że w ogóle nie słuchałem polskiego reggae, bo się bałem
plagiatów. Nie znałem zespołów, tekstów, zresztą do dziś znam mało. Z drugiej
strony nie da się udawać, że jesteś oryginalny. Pewnie czegoś szukam, ale ja już
jestem grubo po trzydziestce i na pewno będąc na festiwalach, słuchając tej
muzyki przesiąknąłem takimi rzeczami, które mi się podobały. Cenię np. teksty
Jarexa z Bakszysza, ale dostrzegam też grono pozytywnych ludzi, którzy piszą
dobre teksty. Ja może gdzieś podświadomie mogę się wzorować. Nie wiem tego. Może
ktoś, kiedyś powie mi: “On pisze teksty jak ktoś tam”, na razie jest dobrze, bo
jeszcze nikt nie mówi, ze coś tam zrzynam. Póki co jest spokój (śmiech).
Czy są jakieś utwory, których
nie lubisz grać i śpiewać na żywo?
Trudno powiedzieć. Nie zastanawiałem się nad tym, ale są utwory z pierwszej
płyty, których już nie gramy, a graliśmy je wcześniej 8 lat, więc ciężko jest
ciągle prezentować to samo. Ludzie się czasem dopominają. Mamy taki utwór “Na
Syjon” i czasami wychodzimy na scenę, a publika krzyczy “Na Syjon!”. Generalnie
jesteśmy bardzo zmęczeni tym, ale czasami się tak zastanawiam… np. będąc na
koncercie Steel Pulse czekałem na jeden utwór, w ogóle go nie było. Byłem na
koncercie Misty In Roots w Gdańsku i było tak samo: czekałem na jeden ulubiony
utwór, nie zagrali go, ja byłem rozgoryczony, bo jak mogli nie zagrać takiego
hitu? Dlatego też rozumiem trochę tą sytuację. Czasami trzeba dopasować setlistę.
Mamy zwarty materiał, który gramy. Środowiska są różne. Dzisiaj np. prawa strona
się bawi, lewa stoi, patrzy i nie wie, co się dzieje. Pierwszy raz w ogóle widzą
takie coś i zadają sobie pytanie, co to za zjawisko, to całe reggae? Ja to
rozumiem, ale generalnie nie ma takich utworów, których bym nie lubił grać. Była
ta akcja z utworem “Na Syjon”, jakieś starsze kawałki, ale teraz to już raczej
nie dochodzi do takich sytuacji.
Przyjęło się, że wokalista jest
liderem zespołu. W Etnie śpiewasz Ty i Golas (Łukasz Godlewski), więc liderów
jest dwóch?
Nie lubię określenia “lider”, aczkolwiek nie ukrywam, że jestem człowiekiem,
który założył ten zespół, piszę teksty, robię muzykę, może to się zmieni, fajnie
by było, gdybym odciążył się trochę w tej kwestii. Zespół to zaakceptował,
myślę, że na nasze warunki to jest optymalny sposób pracy. My jesteśmy
porozrzucani po Polsce i nie poradzilibyśmy sobie w momencie, gdy spotykalibyśmy
się na próbach i wtedy dopiero szukali czegoś, nie możemy sobie na to pozwolić i
pracujemy w domu, indywidualnie, posługujemy się techniką, komputerami i
przesyłamy sobie materiały, kiedy spotykamy się to są już gotowe rzeczy, które
trzeba złożyć w całość… Nie wiem czy w ogóle odpowiedziałem na pytanie (śmiech).
Jak wygląda Twoje życie
prywatne, gdy nie jesteś na scenie?
Od 10 lat pracuję w ośrodku szkolno-wychowawczym z dziećmi upośledzonymi
umysłowo jako terapeuta, trochę nauczyciel, uczę muzyki, rytmiki, prowadzę
zajęcia z muzykoterapii, więc w zasadzie całe moje życie obraca się wokół
muzyki. Ludzie upośledzeni to trochę inny świat, z którym przyszło mi obcować.
To jest matrix zupełnie nieznany dla zdrowych ludzi, aczkolwiek, jeżeli ktoś
wejdzie w ten świat, szybko jest w stanie go poznać i wcale nie czuje się w nim
źle.
9 lat na scenie, 3 albumy,
pokaźna liczba koncertów. Tak w skrócie można scharakteryzować historię zespołu
Etna. Czym zaskoczycie słuchaczy w najbliższym czasie?
Na pewno tym, że będziemy grali pomiędzy Toots & the Maytals i Lintonem
Johnsonem (śmiech). Dla mnie to jest wielkie wyróżnienie. Cieszę się, że ktoś
zaczyna wreszcie dostrzegać, że ta energia, która płynie ze sceny jest
prawdziwa. Jeśli coś jest nieprawdziwe, to publika to wyczuje, że to jest
tandeta, czy robienie czegoś na pokaz. My nigdy jakoś specjalnie nie planujemy,
co będzie w przyszłości w zespole. Nie wiem czy uda nam się nagrać czwartą
płytę, nie wiem, co się będzie działo dalej. Tak jak mówiłem, jest optymalny
skład, rozwijamy się nie tylko muzycznie, ale też i mentalnie. Mam nadzieję, że
to będzie coś oryginalnego, na pewno będziemy się starać. Ktoś nam kiedyś
powiedział, że nikt tak nie gra w Polsce takiego reggae jak Etna, bo to nie jest
aż tak stricte-reggae, ale mieszanina styli, więc mam nadzieję, że będziemy
dalej w tą stronę szli, żeby szukać jakiejś własnej oryginalnej drogi.
A dlaczego warto przychodzić na
koncerty Etny?
Musiałbyś sobie sam odpowiedzieć, czy poczułeś pozytywną wibrację, pomimo tego,
że byliśmy bardzo daleko. Nie lubimy takich dystansów między publicznością, a
zespołem. Wczoraj graliśmy w Kanionie w Czechach (14.06.2008 r. Etna wystąpiła
na festiwalu Cultural Reggae Vibez w czeskich Horicach – dop. autora) i tam też
były barierki, ale publika była zdecydowanie bliżej. Oni pewnie nie rozumieli do
końca, o czym śpiewamy momentami, ale widocznie zespół emanuje czymś takim, że
nawet mimo takich granic ludzie odczuwają, że mamy pozytywny przekaz, może nie
naprawiamy świata, ale zwracamy uwagę na pewne rzeczy, problemy, przy tym dobrze
się bawimy i chcemy po sobie coś pozostawić, obojętnie czy to będzie część
radości słuchacza, czy coś, co sprawi, że na moment się zatrzyma i pomyśli nad
pewnymi sprawami, którą drogę warto wybrać.
I
na zakończenie pytanie z przymrużeniem oka: Barcelona czy Real?
Zdecydowanie Barcelona, chociaż tak jak Mistrzostwa Europy pokazały, Real, na
przykładzie reprezentacji Holandii ma drogich i wspaniałych zawodników.
Barcelona przeżywa kryzys, ale to nie ma znaczenia, bo kibicuję tej drużynie od
lat 80-tych i ludzie, którzy mnie znają, wiedzą, że jestem ich kibicem. Ta
piosenka była nagrana, dlatego, że po tylu latach udało im się zdobyć
mistrzostwo klubowe. Ja jestem zaangażowany w rozgrywki w piłkę nożną, kiedyś
uprawiałem futbol wyczynowo, więc jestem pozytywnie skrzywiony na tym punkcie,
futbol mnie fascynuje, to jest moja druga miłość. Barcelona przede wszystkim,
bez względu na to czy będzie zajmowała miejsce pod koniec tabeli czy będzie na
czele, liczy się to, co zrobiła dla futbolu. Dała świeżość, pokazała, że można
się bawić na boisku, że to nie jest przeliczanie, nie tylko taktyka, ale często
jakiś freestyle i zabawa, dawanie ludziom radości. My staramy się podążać
dokładnie w takim kierunku – dawać radość naszą twórczością.
____________________________________________________
Wywiad
przeprowadzony 15 czerwca 2008 roku w Jaśle
|