|
START


MUZYKA





RASTA i REGGAE







BOB MARLEY





INNE







Copyright: PiotRAS
|
"Wyrosłem
w żywym zespole"
Z Adamem, wokalistą
ALICETEA, rozmawia PiotRAS.

Jak oceniasz
wasz sezon koncertowy w 2008 roku.
Był to bardzo udany dla nas
rok. Sporo występów no i były sukcesy. Świetna z naszego punktu widzenia impreza
w Ostrowie Wielkopolskim. To tam wygraliśmy konkurs młodych talentów Festiwalu
Reggae na Piaskach. Graliśmy też na Reggaelandzie w Płocku i na Ostródzie, czyli
w zasadzie na wszystkich dużych festiwalach.
W Ostródzie też zagraliście w konkursie.
No właśnie. To nam trochę
przeszkadza, bo w muzyce nie można się ścigać, ale z drugiej strony mogliśmy się
pokazać słuchaczom. To właśnie dzięki konkursom zaliczyliśmy w tym roku
najlepsze miejscówki na jakie można się załapać.
Mówisz, że w muzyce nie można się ścigać, ale chyba w waszym przypadku
mieliśmy do czynienia z bardzo zdrową rywalizacją, bo przecież ścigaliście się
po przyjacielsku z Fire in the Hole.
Tak, to prawda. To właśnie
paradoks tej sytuacji. Z jednej strony cieszymy się nawzajem z naszych sukcesów,
z drugiej strony nie podoba się nam to, że w pewnych sytuacjach musimy ze sobą
konkurować. Po prostu los chce, że trafiamy na siebie. Z Fire in the Hole
spotykamy się najczęściej, dużo rozmawiamy i można powiedzieć, że to bardzo
pouczające spotkania, dla nas wszystkich. Uczymy się od siebie muzyki i
podejścia do niej.
Te dobre stosunki poza sceną, przekładają się również, zupełnie przypadkowo,
na wydarzenia sceniczne. Wy wygraliście Piaski, a Fire in the Hole Ostródę.
Pamiętam jak w Ostrowie powiedzieliście im: Ostróda będzie wasza!
To niezła historia. W
Ostrowie wylosowaliśmy czwarty występ, a Fire in the Hole drugi. Tu było
odwrotnie. No a koniec końców, my wygraliśmy tam, oni tutaj. Bardzo fajnie.
Znamy się też z innymi zespołami, ale to właśnie z Fire in the Hole nawzajem
sobie kibicujemy.
Nagrodą w Ostródzie jest
m.in. nagranie singla. Chyba Fire in the Hole bardziej na tej nagrodzie
skorzysta bo wy już macie płytę.
Dokładnie. Poza tym nagrodą
są też pieniądze, a dzięki nim można zrobić duży krok. My po wygranej w Kielcach
też mogliśmy ruszyć z miejsca i pomyśleć poważniej o płycie. Oczywiście sami
również szykujemy się z nową płytą, ale to w chwili obecnej nie jest
priorytetem.
A jak oceniasz waszą debiutancką płytę „Muzyka moja broń”?
Szczerze mówiąc nie
spodziewałem się, że ta płyta zostanie tak ciepło przyjęta. Ludzie znają nasze
teksty, bawią się przy naszej muzyce na koncertach, to bardzo pozytywne. Dzięki
temu przestałem myśleć o tej płycie w kategoriach jakości brzmienia, czy samego
nagrania. Bardziej cieszy mnie to, że ludzie poczuli ten klimat, weszli w to.
Zależność między nami a słuchaczem na koncercie jest podstawowa: energia –
reakcja – energia.
Zawsze tak jest?
Bywa inaczej, ale chęć
pokazania naszej muzyki, zarażenia ludzi pozytywną wibracją powoduje, że nawet w
sytuacji patowej dostajemy większego kopa. Energia jest wtedy jeszcze większa.
Nasza muzyka to mieszanka wielu gatunków. Nie każdy z miejsca potrafi się w to
wstrzelić.
Twój ulubiony numer na płycie?
Trudno wybrać ten jeden.
Uwielbiam „Nastafę”. Ten utwór w warstwie tekstowej wiąże się z bardzo bliskimi
mi rzeczami. To także nasz najstarszy numer. Nasza płyta to feria dźwięków, od
funky, przez roots reggae do raggamufinu. Każdy z nas włożył w tę muzykę cząstkę
siebie.
Proszę rozszyfruj nazwę zespołu. To po prostu herbatka Alicji?
Można sobie przetłumaczyć, a
co się z tym zrobi dalej to już indywidualna sprawa każdego. Nazwa jest bliżej
nieokreślona i niewytłumaczalna. Pozwala na własną interpretację przez każdego z
osobna.
Odnajdujesz się w bardzo różnym repertuarze. Gdzie mają źródła twoje muzyczne
inspiracje.
Przepadam za muzyką roots.
Czerpię wiele z muzyki Marleya. Ale nie słuchałem i nie słucham tylko reggae.
Lubiłem zawsze grunge, hardcore. Inspiruje mnie też hip-hop. Lubię muzykę
etniczną, spokojną. Sprawa muzyki Alicetea to jednak działka moich kolegów z
zespołu. Ja zajmuję się tekstami, w których wiele jest nauk wyniesionych z roots
music.
Próbowałeś kiedyś swoich sił w soundsystemach?
Muszę powiedzieć, że miałem
kilka propozycji, ale chyba nie jestem jeszcze na to gotowy.
Boisz się wyzwania?
Nie, tu nie chodzi o to, czy
bym temu podołał, czy też nie. Wyrosłem w żywym zespole i w nim czuję się
najlepiej. Nie czuję póki co inspiracji do tego, by brać się za soundsystem.

Muszę zapytać
o twój sceniczny image. Wiele osób porównuje cię do Ras Luty, albo Matisyahu. To
nie ci przeszkadza?
Przede wszystkim jestem
Adaś. A co do wyglądu, to czysta zabawa stylem. Zawsze ktoś mnie do kogoś
porównywał. Może to z powodu mojego nijakiego wyglądu (śmiech). Ale jestem do
tego przyzwyczajony. Porównywanie jest w ludzkiej naturze. Cieszyć może to, że
porównują mnie do dobrych zawodników (śmiech).
Jak jesteście postrzegani w swoim rodzinnym mieście? Czy jesteście lokalną
gwiazdką?
Raczej wszystko jest
normalnie, ale fakt, tam mieszkają nasi przyjaciele, ludzie, którzy są z nami od
zawsze i kibicują nam. Wielu jeździ za nami po Polsce i to jest wspaniałe. Można
powiedzieć, że staliśmy się dla niektórych idolami.
Co po wakacjach? Przerwa w koncertach?
Nie, wakacje są od
wypoczywania. Teraz czas pomyśleć o promowaniu płyty, graniu koncertów
klubowych. Przebić się z tą muzyką, załatwić koncert jest raczej trudno.
Najtrudniej oczywiście w miastach gdzie nie organizuje się takich imprez, a my
chcemy z muzyką dotrzeć do nowych odbiorów. Dlatego będziemy próbować. Płyta
służy do promocji, koncert do zabawy. Tam poznaje się ludzi, zespół i jego
muzykę najlepiej.
Zatem do zobaczenia gdzieś w Polsce.
Oczywiście. Do zobaczenia.
____________________________________________________
Wywiad
przeprowadzony podczas Ostróda Reggae Festiwal 2008
|