|
- - - - - - - - - - - - -
RRR.COM.PL
Strona Główna
Reggae Newsy
Koncerty
Fotorelacje
Recenzje
Forum RRR
- - -
- - - - - - - - - -
ARTYŚCI
Polska
Świat
- - -
- - - - - - - - - -
ENCYKLOPEDIA
Reggae Słownik
Reggae Rastafari
Bob Marley
Dready
Jamajka
Etiopia
Bębny
Czytelnia
- - -
- - - - - - - - - -
SERWIS
Nasze Patronaty
Youtube RRR
Redakcja RRR
Napisz do nas
Reklama
Polecane
Strony
- - -
- - - - - - - - - -
RRR.COM.PL
Copyright:
PiotRAS & Izabella
|

RASTASIZE - „Day by day"
Najlepsi
jamajscy muzycy grający roots reggae i niepowtarzalny głos Dawida Portasza,
to połączenie już samo w sobie powinno być zwiastunem wyjątkowej płyty. Gdy
do tego zestawu dodamy legendarne studio Tuff Gong i całą historię związaną
z powstawaniem albumu, tworzy się obraz zdarzenia wyjątkowego w historii
polskiej muzyki reggae.
O sesji w studio samego Marleya napisano już setki zdań, opowiedziano
dziesiątki historii, nakręcono też film dokumentalny. Nie będę więc
przypominał znanych faktów, a skupię się na tym, na co czekałem wiele
miesięcy – muzyce zawartej na płycie „Day by day”.
Dwanaście anglojęzycznych numerów zagranych przez Rastasize brzmi bardzo
klasycznie. Gdyby nie to, że wiem kto i kiedy je zarejestrował, mógłbym
powiedzieć, że pochodzą z końca lat 70-tych, kiedy to Marley nagrywał swoje
klasyki. Pięknie prowadzona linia basu, wybijające się dęciaki, dobrze
osadzony klawisz – to wszystko świadczy o poziomie uczestniczących w sesji
muzyków. Perkusja, choć na początku zdaje się brzmieć monotonnie, również
ma w sobie coś z wailersowskiej rytmiki. Jeśli spojrzymy na listę
osobistości, które miały wpływ na poszczególne dźwięki zrozumiemy, że
tandemowi w składzie Dawid i K-jah, naprawdę się poszczęściło. Obok dokonań
takich postaci jak Dean Freaser, Robbie Shakespeare, czy Sly Dunbar nie
można przejść obojętnie, a ich przygodę z kolejną w karierze sesją
nagraniową, również traktować trzeba jako popis muzycznych umiejętności.
Całości dopełnia najwyższa wokalna forma Dawida. To już nie Polak
śpiewający po angielsku, to międzynarodowy artysta. Płytę otwiera „Disco”.
Zaczyna się ospale, nawet śpiew Portasza wydaje się być nieco przygaszony,
ale to tylko rozgrzewka, kiedy w refrenie wykrzykuje „Music – Real Deep
Music” wiem już, że za chwilę pokaże wokalny pazur znany z koncertów.
Kolejne utwory nie zawodzą, a w każdym można doszukać się innych
inspiracji. „Joyriding Fever” brzmi na przykład jak wyjęty z repertuaru
Melody Makers. Hitowy „Semi”, okraszony świetnym chórkiem i wszędobylskim
dęciakiem, mógłby znaleźć się w repertuarze niejednego mistrza gatunku. Ale
ten hit należy do Rastasize, polsko-jamajskiego projektu, który przywraca
wiarę w sens grania korzennego reggae. Każda kolejna kompozycja otwiera
przed nami nową historię. Muzyka potrafi zwolnić tempa, by nagle
przyspieszyć i dać upust nagromadzonej energii. Dawid śpiewa, melodeklamuje,
bawi się głosem. Nawet reggae ballada „Maybe” nie jest dla niego
odpoczynkiem. Płytę zamyka „Roots”. Utwór, który tak jak i każdy
wcześniejszy, mógłby stać się wizytówką wydawnictwa, choć ten, z racji
tytułu, mówi też o muzycznej stylistyce całości. Ja od tej stylistyki
oderwać się nie mogę. Gdy włączysz Rastasize, poczujesz to samo.
PiotRAS

|