|
- - - - - - - - - - - - -
RRR.COM.PL
Strona Główna
Reggae Newsy
Koncerty
Fotorelacje
Recenzje
Forum RRR
- - -
- - - - - - - - - -
ARTYŚCI
Polska
Świat
- - -
- - - - - - - - - -
ENCYKLOPEDIA
Reggae Słownik
Reggae Rastafari
Bob Marley
Dready
Jamajka
Etiopia
Bębny
Czytelnia
- - -
- - - - - - - - - -
SERWIS
Nasze Patronaty
Youtube RRR
Redakcja RRR
Napisz do nas
Reklama
Polecane
Strony
- - -
- - - - - - - - - -
RRR.COM.PL
Copyright:
PiotRAS & Izabella
|

Podróż
RAGANA "A Long Delay
Ago" / Karrot Kommando
Po
niespełna dwóch latach od fantastycznego debiutu krakowska Ragana zabiera
słuchacza w dalszą podróż po nieodgadnionej, tętniącej pulsacyjnym basem,
pełnej dubowej przestrzeni krainie. Miejscu gdzie czas płynie inaczej,
wszak zegarem jest zapętlony deelay. Dźwięk płynie tutaj leniwie, odbijając
się delikatnie od ścian wielkiego kanionu. W krainie, gdzie gości częstuje
się kwaśną maślanką, zaś przewodnikiem jest oczywiście ONA…
Może co niektórzy pamiętają, jak rozpływałem się w zachwycie nad
pierwszą płytą Ragany. Bo rzeczywiście „So many reverbs to cross” było tym,
na co czekałem na polskiej scenie reggae od lat. Wolno, transowo, z dużą
ilością przestrzeni i przede wszystkim niezwykle melodyjnie. To były
piosenki, w których zakochałem się od pierwszego usłyszenia. I teraz,
niespełna 2 lata po debiucie, Ragana odsłania się po raz wtóry. Bez
wielkiego szumu, nadęcia, konsekwentnie podąża swoją drogą. Często bywa
tak, że jeśli pierwszy album okaże się sukcesem (a tak na pewno było w
przypadku „So mamy reverbs to cross”), to następca jest przekombinowany,
ugłaskany, co by nie mówić, gorszy. I tego się z jednej strony bałem, ale
nie będę ukrywał, miałem też ogromne oczekiwania. I choć może „A long delay
ago” nie jest płytą rewolucyjną i nie robi już takiego wrażenia, jak za
pierwszym razem, to jednak pokuszę się zaryzykować stwierdzenie, jest płytą
znacznie lepszą od poprzedniczki. Muzycy coraz śmielej poruszają się po tej
swoistej dubowej krainie. Do tego co już dobrze znamy dochodzi kilka
smaczków. Pięknie rozwija się rozpoczynający płytę „Protection”. Od
dźwięków samego basu dopełnionego po kilku sekundach wokalem i wybijającego
jednostajnego rytmu perkusji, by za chwilkę już w swoim charakterystycznym
stylu wprowadzić słuchacza we właściwy trans. No i te kwaśne dźwięki
wydobywane z klawisza w „No fear” czy „Mistical things” nadają bardzo
fajnego klimatu. Zresztą druga z tych kompozycji, to mój zdecydowany
faworyt płyty. A jeśli już o klimacie mowa, to nie mogę pominąć „Barrel of
a gun” serwujący nam swoistą podróż na wschód. W instrumentarium pojawia
się indyjskiej saranagi. Takich muzycznych niespodzianek jest oczywiście
znacznie więcej.
Ragana to przede wszystkim głos Jahgi, który scala to wszystko i jest
zarazem znakiem rozpoznawczym zespołu. Tutaj Jagoda też śmielej sobie
radzi. Jest jeszcze bardziej melodyjnie niż na debiucie. Kompozycje są
dojrzalsze i znacznie ciekawsze. Chylę czoła i zapraszam na podróż w
towarzystwie Ragany. Dawno, dawno temu w odległej galaktyce…
Rass Tomi

|