|
START


MUZYKA





RASTA i REGGAE







BOB MARLEY





INNE










Copyright: PiotRAS
|

INDIOS BRAVOS "Peace!"
Taka zmiana to nie zmiana

Grubo ponad
rok fani zespołu Indios Bravos czekali na kolejną, trzecią już studyjną płytę
tej formacji. Zmieniały się terminy premiery, zmieniała się koncepcja, zmienił
się skład no i w końcu zmienił się także tytuł krążka. Dziś to wydaje się jednak
nie mieć już większego znaczenia, bo to album „Peace” stał się faktem i od
niespełna tygodnia dumnie prezentuje się na półkach sklepowych.
Chyba żadna
płyta, która wyszła spod ręki Piotrka Banacha nie wzbudzała przed premierą aż
takich emocji. Z obozu zespołu dochodziły bowiem wieści o tym, że ten album
będzie totalnie inny. Naczelny Wódz-kompozytor nawet opublikował w internecie
swego rodzaju manifest, a sympatycy grupy z drżeniem wyczekiwali tego „nowego”
Indios Bravos. Tak na dobrą sprawę, to te obawy nie do końca były słuszne.
Bestsellerowy „Mental revolution” też bardzo różni się
od zawartości wcześniejszej „Part one”, więc ta swoista ewolucja trwa od ponad 8 lat i siłą
rzeczy „Peace” jest jej następstwem, a nie jakąś tam wielką rewolucją. No chyba,
że mentalną ;-)
Płytę otwiera utwór, który w pewnym sensie może być komentarzem do tego co
pisałem powyżej. Dla mnie jednak „Zmiana”, bo o niej tutaj mowa jest ewidentnym
nawiązaniem do tego co wydarzyło się między Piotrem a Dziun (Magda wspomaga
zresztą tutaj Gutka wokalnie). Dalej znana już wcześniej „Wolna wola”. Już od
początku słuchać, że to „indiosowe reggae” zostało wzbogacone o inne style
muzyczne, a muzyka rodem z Jamajki była tylko punktem wyjścia przy tworzeniu
poszczególnych piosenek. W przypadku „Wolnej woli” mamy duże nasycenie country,
które zaraz szybko przeradza się w spokojnego bluesa w postaci „Tu i teraz”. Ach
ta harmonijka. Tak naprawdę to tylko jednak początek. Takiego rasowego bluesa
mamy dopiero w „Peace blues” czy choćby przepięknym „Where is your love” (lekki
odjazd w kierunku Pink Floyd). I znów ta harmonijka. Mniam, mniam! Andrzej
Smolik – ten to potrafi stworzyć niezły klimacik. Generalnie to właśnie tak
można by określić tą płytę, jako klimatyczną i stosunkowo... spokojną. Od razu
jednak uspokajam, że nie tracą one na energii, tak charakterystycznej dla Indios
Bravos. Zresztą część z nich znana jest już z koncertów („Małpa”, „Kwiatek”) i
przyjmowane są bardzo gorąco. Utworem, który ma szanse stać się „kultowym” jest
bez wątpienia „Pieśń”. Tej piosenki się nie słucha – ją się po prostu przeżywa.
Mimo, iż tekst do niej Banach napisał jeszcze za czasów zespołu Grass, to
jeszcze nigdy te słowa nie były ubrane w takie dźwięki, które powodują ciary na
całym ciele. Kto posłucha, ten zrozumie o czym mówię. Ciekawie brzmi też „Oprócz
wody i powietrza”. Gdy to pierwszy usłyszałem, to myślę sobie: kurcze skąd ja to
znam? Wiecie jak to jest, gdy po głowie krąży znajoma melodia i za diabła nie
można sobie skojarzyć cóż to. W końcu jednak przyszło olśnienie. Jakiś czas temu
w rozmowie z Banachem o nowej płycie Indios i o tych rzekomych „zmianach”,
Piotrek zaproponował, że prześle mi coś na próbę. Tym czymś jak łatwo się
domyślić okazał się właśnie ten kawałek, ale w wersji demo, jeszcze z wokalem po
angielsku. I tak szczerze mówiąc, to pomimo iż najbardziej psychodeliczny z tego
całego zestawu, to najbardziej przywołuje mi klimat.... pierwszej płyty.
Najnowsze dzieło dwóch Piotrów i spółki kończy się bardzo radosnym i
optymistycznym „Czego tu więcej chcieć”. Śliczna melodyjka się pięknie rozwija,
po to by nieoczekiwanie... ale tego dowiecie się słuchając albumu ;-)
Niewątpliwym atutem „Peace” są teksty w zdecydowanej większości napisane po
polsku, co zwiększa przekaz, tak ważny w przypadku takiego zespołu jak Indios
Bravos. Tym razem gro z nich wyszło spod pióra Banacha. Jak to bywa w jego
przypadku jest prosto (lecz nie prostacko), z zawartym między wierszami
przesłaniem.
Jakieś pół roku temu po jednym z koncertów, Piotrek Banach zapytał mnie co sądzę
o nowych utworach. Powiedziałem mu wtedy, że kiedy on był jeszcze w Hey, to w
jednym z wywiadów powiedział, że „lubi ładne melodie”. Tak wtedy określiłem te
piosenki i dzisiaj z pełną odpowiedzialnością się pod tym podpisuję. Bo ładne
melodie to nie obciach. Zresztą jak pisałem wcześniej o jednym z utworów, że
tego się nie słucha tylko przeżywa. Tak naprawdę odnieść to można do całej
płyty. Zatem „Peace” siostry i bracia. Przeżycie coś pięknego, bo taka zmiana to
nie zmiana...
Rass Tomi

|