Miłość
- to takie proste
Po dwóch ostatnich i niewątpliwe najlepszych albumach w karierze, najstarszy
z potomków króla reggae Boba Marley’a idzie za ciosem i pokazuje swoje nowe
oblicze, tym razem w postaci koncertowego dvd. No, może nie do samego końca, bo
utwory z „Love is my religion” i wcześniejszego „Dragonfly” to tylko połowa tego
materiału. Resztę po równo uzupełniają piosenki The Melody Makers i
nieśmiertelne kompozycje ojca.
Chyba każdy z młodych Marley’ów sięga po utwory Boba, więc
nie będę marudził, tym bardziej, że to, co wybrał Ziggy, to nie koniecznie
standardy znane każdemu słuchaczowi. Poza tym np. takie „Conrete Jungle” różni
się nieco od oryginału. A jakie jest to dvd? Przede wszystkim pełne radości. Nie
chodzi mi w tym miejscu tylko o dźwięki, jakie płyną ze sceny, ale także o
relacje między muzykami. Znakomicie gra gitara. Nie nachalnie, choć wszędzie jej
pełno. Wszystko na swoim miejscu. Raz jest sweet reggae music, innym razem wolno
i transowo, roots przechodzący w folk. Wszystko jednak podporządkowane hasłu –
Love is my religion. To przecież takie proste. Jeśli nie wierzycie zobaczcie to
dvd. W skali 5-cio stopniowej daje 5 z małym minusem. Ten minus, to mój prywatny
żal, za tak mało utworów z genialnej płyty „Dragonfly” (tutaj w liczbie 3).
I na koniec taka mała refleksja. Czas postarać się w końcu o koncert Ziggy’ego w
Polsce. Nigdy nie byłem w Stanach, ale wydaje mi się, że nasza publiczność
reaguje bardziej żywiołowo i spontanicznie. Kto wie, może kolejne dvd Marley
zarejestruje właśnie tutaj ;-)
Rass Tomi
