|
START


MUZYKA





RASTA i REGGAE







BOB MARLEY





INNE










Copyright: PiotRAS
|

ZIGGY MARLEY "Dragonfly"
Jeśli
mieszka się na Jamajce, a do tego jest się synem Boba Marley’a, to logicznie
rzecz biorąc jedynym gatunkiem muzycznym jaki można uprawiać jest reggae.
Śledząc dotychczasową karierę muzyczną młodego Marley’a, trudno się z tym nie
zgodzić. Przełom nastąpił dopiero w 2003 roku. Ziggy już bez swojego The Melody
Makers zaprezentował nam swoje dzieło „Dragonfly”.
Nie wiem jakie
było założenie artysty, ale na tej płycie nie ma ani jednego numeru reggae.
Otrzymujemy za to muzykę, która osadzona jest gdzieś w kanonach starego dobrego
rock’n’rolla, bluesa, folku, a nawet jazzu. Całość brzmi bardzo klasycznie, a to
głównie za sprawą czystego brzemienia gitary oraz pojawiających się
gdzieniegdzie klawiszy Rhodesa („Good old days”) czy Hammonda („I get out”).
Przepiękne piano mamy także w „Melancholy mood”. Klimat podobny jak w „Riders on
the storm” Doorsów. Wspanaiłe „ciepłe” harmonie koją dźwiękiem uszy słuchacza.
To wszystko dopełnione jeszcze sekcją dętą, ale podaną bardzo oszczędnie,
niezbyt nachalnie, gdzieś w tle, żeby nie wprowadzać niepotrzebnego chaosu.
Dopiero pod koniec trąbka wysuwa się na pierwszy plan. Zresztą podobne zabiegi
stosowane są tu częściej („True to myself”, „Rainbow in the sky”, „Looking”).
Bardzo ciekawym utworem jest „Good old days”. Zaczyna się bluesowo, by za
chwilkę wejść z dynamiczną sekcją rytmiczną kojarzącą się trochę z hip-hopowym
Arrested Development, co nie jest w tym przypadku wadą. Z kolei drapieżny „I get
out” mógłby spokojnie znaleźć się w repertuarze Lennego Karavitz’a. Na „Dragonfly”
nie brak wycieczek w mniej powszechne rejony muzyczne. Wystarczy posłuchać tych
orientalnych gitar w „In the name of God” (mój faworyt) czy lekko fankujacego „Shalom
shalom”. Jest też kończący płytę „DYKL”, który jak dla mnie jest tutaj zbędny.
Watro zaznaczyć, iż do nagrania tej płyty Ziggy zaprosił tak znamienitych gości
jak chociażby Flea i John Frusciante z Red Hot Chili Peppers czy Insubusa. „Dragonfly”
to zbiór pięknych utworów, które sięgają gdzieś tam korzeniami reggae, ale tak
naprawdę udowadniają, że młody Marley to wyśmienity kompozytor i autor piosenek,
a nie „mizerna” kopia słynnego ojca.
Rass Tomi
*****

|