|
START


MUZYKA





RASTA i REGGAE







BOB MARLEY





INNE










Copyright: PiotRAS
|

BOB MARLEY
"Catch a Fire" DELUXE EDITION
Płyty
sukcesywnie wydawane po śmierci Boba Marleya wywołują mieszane uczucia. Z jednej
strony - fajnie usłyszeć nieznane utwory jamajskiego muzyka czy też jego
"klasyczne" produkcje w alternatywnych wersjach. Z drugiej - trudno jednak
oprzeć się wrażeniu, iż na apetycie na piosenki Marleya najwięcej zarabia Chris
Blackwell, będący współwłaścicielem praw do artystycznej spuścizny po
legendarnym rastamanie. Taką też przynętą na fanów jest album "Catch A Fire -
Deluxe Edition".
Gdyby bowiem prześledzić wszystkie składanki i materiały typu "the best of"
opatrzone dopiskami "archiwalne", "niepublikowane" oraz "oryginalne", które
okazały się od oficjalnego longplaya "Legend", "nowych" kompozycji Marleya
zebrałoby się ledwie kilkanaście, może ciut więcej. Przez 20 lat, które minęły
od śmierci ambasadora reggae, tak naprawdę tylko jeden wygrzebany z archiwów
jego "kawałek", stał się hitem. Trzeba jednak pamiętać, że archaiczny motyw "Iron
Lion Zion" unowocześnili współcześni mistrzowie remiksów, bo tylko w takiej
wersji był on do zaakceptowania przez rozgłośnie radiowe i stacje telewizyjne.
Nowej edycji "Catch A Fire" nie towarzyszy żadna promocja, choć okrągły
jubileusz skłaniałby do oddania przynajmniej symbolicznego hołdu Bobowi. Skąd
ignorancja Blackwella? Ano dzieło nie zawiera żadnego hitu "pod nóżkę"...
Jest za to sporo pierwocin nagrań, które w 1973 roku poddane zostały popowej
kosmetyce w londyńskim studiu Island (dla porównania drugi krążek tego
"luksusowego" wydawnictwa dostajemy właśnie w "ucywilizowanej" wersji).
Zarejestrowane na Jamajce hity w rodzaju "Concerte Jungle", "Stir It Up" czy
"Stop That Train" brzmią surowo, przez co bliżej im do ska czy rock steady niż
do reggae. Wolne, medytacyjne tempo na pewno nie nadaje im komercyjnego waloru,
ale wszak nie w tym ich siła. Mamy przecież rzadką okazję posłuchać trio
wokalnego Bob Marley - Peter Tosh - Bunny Wailer i towarzyszących im sidemanów.
A na deser - mało znane, ale publikowane na singlu i innych kompilacjach utwory
"All Day All Night" i "High Tide Or Low Tide".
Choćby z tego powodu warto mieć "Catch A Fire - Deluxe Edition" w swojej
kolekcji. Ale Marley i tak pewnie przewraca się w grobie, gdy widzi, jak kupczy
się dziś jego piosenkami.
Autor recenzji: ART .-
ONET.PL -

|