START
Nowości na stronie
Reggae newsy
MUZYKA
Reggae w Polsce
Reggae na świecie
Recenzje
Koncerty
Fotorelacje
RASTA i REGGAE
Reggae i  Rastafarianizm
Dready
Jamajka
Bębny
Czytelnia
Reggae słownik
Rasta foto
BOB MARLEY
Życie i twórczość
Dyskografia
Teksty piosenek
Wywiad
Galeria foto
INNE
Download
Forum
Czat
Rasta Rodzina
Księga Gości
Linki
Autorzy RRR

 

Poznaj innych Rasta z Polski!

  

Copyright: PiotRAS

Specjalista od Banacha

Kiedy autorzy tej strony zaproponowali mi bym napisał recenzję „Wu-wei”, z ogromną przyjemnością się zgodziłem. Nie mniej jednak szarpany ciekawością, dlaczego to mnie właśnie powierzono to zadanie, pozwoliłem sobie zaspokoić moje ego. W odpowiedzi usłyszałem: bo ty jesteś specjalista od Banacha !?! Cokolwiek to znaczy, mam wam opowiedzieć kilka słów o najnowszym dziele Piotrka.

Na początek trochę historii. Banach zapowiadał swój solowy materiał już 10 lat temu, kiedy zespół Hey, którego wtedy był niekwestionowanym liderem znajdował się u szczytu swojej kariery, co udowodnił bardzo dojrzałym albumem „?”, a do stacji radiowych trafił nawet singiel z utworem „Piesenka” (z gościnnym udziałem Kasi Nosowskiej i Grzegorza Porowskiego). Pieśń ta zdradzała fascynację reggae, stylistyce do której Hey’owi było wówczas daleko. I tak rok później jest wreszcie płyta solowa.... ale Kasi Nosowskiej! Mija niespełna dekada. W między czasie Banach rozstaje się z Hey i wydaje 2 płyty pod szyldem Indios Bravos („Part one” w 1999r. i „Mental revolution” w 2004r.). W końcu na swoje czterdzieste urodziny Piotrek sprawił sobie i fanom nie lada prezent. Długo oczekiwany w pełni autorski album. I oto jest: „Wu-wei”. Usiądźcie w wygodnym fotelu, zamknijcie oczy i posłuchajcie.

Jesień to pora deszczu, spadających liści, ponurych dni i spadku energii życiowej. Z drugiej strony to czas melancholii i długich wieczorów w domu przy dużym kubku gorącej herbaty i dźwiękach muzyki ilustrującej ten sielankowy na swój sposób nastrój. Do tego obrazu właśnie doskonale pasuje to, co wyszło spod rąk Piotrka Banacha. Muzyka niby typowa dla tego artysty, a jednak tak różna. Bez wątpienia nie bez znaczenia jest zaproszenie na ta płytę, aż 5 wokalistów. Najwięcej słychać tutaj Dziun, życiową partnerkę Piotra. To właśnie jej głos nadaje temu albumowi bardzo osobistego charakteru. To właśnie jej głos pokazuje tego lirycznego i melancholijnego Banacha. To właśnie jej głos .... tak często porównywany jest do Kasi Nosowskiej (wybacz Magda !!!). Momentami faktycznie można doszukać się podobieństw, ale wynikają one tylko i wyłącznie z niewielkiej zbieżności w barwie głosu (szczególnie w „Mów do mnie mów”). Jednak styl śpiewania Dziun i Kasi jest diametralnie różny, a sytuacja o której tu mowa jest wynikiem upraszczania i szukających tanich sensacji dziennikarzy. Wystarczy posłuchać innych utworów, by się o tym przekonać: jeden z moich ulubionych, przepiękny blues „Musimy się nauczyć siebie”, transowy „Luzik” czy choćby singlową „Jej piosenkę o miłości”. W „Ścianie” obok Dziun pojawia się Gutek, znany z innego projektu Banacha, a mianowicie reggae’owej formacji Indios Bravos. Zresztą echa jamajskich rytmów słychać na tej płycie dość często. We wspomnianej już „Ścianie” (dub), obu „Piosenkach o miłości” czy w najlepszym jak dla mnie obok „Słonia” (wtajemniczeni wiedzą o co chodzi) utworze na tej płycie „To samo”. Odnoszę wrażenie, że Gutek wraz z każdym kolejnym wydawnictwem pokazuje nam swoje nowe walory wokalne. Tempo w jakim się rozwija jest niebezpieczne i tylko czekać kiedy zostanie „pierwszym głosem Rzeczypospolitej”. Nie mogę zapomnieć o otwierającym płytę „Kamyku”, gdyż to ulubiona pieśń mojego siedmiomiesięcznego synka. Widząc jak reaguje na ten utwór, musiałem sięgnąć po gitarę i teraz „Kamyk” Fryderyczek słyszy niemalże co dzień na dobranoc, tylko już w wersji tatusiowej ;-)

W jednym utworze na „Wu-wei” można usłyszeć Alę Janosz (jeśli ktoś odbiera ją tylko w kategoriach małej dziewczynki z „Idola”, to niech posłucha „Że z wiatrem raz” i pomyśli, że to tylko niewielka część tego na co ja stać), Tomek Lipiński (na swoim poziomie) oraz AbraDab, któremu przypadł najbardziej żartobliwy kawałek „Kurły”. Tekst o kurach, orłach i innych dziwnych ptactwach, który  na pierwszy rzut oka to jakaś banalna bajka, a tak naprawdę miedzy wierszami Banach stara się przekazać jakąś mądrość życiową. Jak zresztą w każdym słowie z tej płyty. Ot, cały Banach :-)

„Wu-wei” to płyta bardzo prywatna, osobista, nie tylko dla samego autora, ale także odbiorcy. Tego albumu nie wziąłbym na imprezkę z najlepszymi nawet znajomymi. Za to sprezentował bym im ten krążek, by posłuchali go sobie sami w domowym zaciszu, usiedli wygodnie w fotelu, zamknęli oczy i pozwolili by te dźwięki rozgrzały ich schłodzone jesiennym wiatrem serca. Zatem czujcie się zaproszeni na duży kubek pysznej, gorącej herbaty i ....„Wu-wei”.

To pisałem ja, specjalista od Banacha. Cokolwiek to znaczy..... ;-)

ps. z dedykacją dla Magdy: „kamyk mały.... przyczyną może być lawiny!”

Rass Tomi 11/2005