Byłem na koncercie. Grał Habakuk. Jak było? Nie wiem... prawie nic nie widziałem, niewiele słyszałem. Poznański lokal - Piwnica 21 - jest za mały na imprezy dla mas - to prawda, nie zmienia to jednak faktu że sposób w jaki w tak ciasnym pomieszczeniu bawią się co niektórzy jest mówiąc delikatnie - dziwny. Byłem na dziesiątkach koncertów, dużych i mniejszych i obserwuje pewną ewolucję zachowań ferajny która przychodzi na takie imprezy. Parę lat temu można się było bawić w tłumie pod sceną. Ludzie się kołysali, była jedność a człowiek czuł się bezpiecznie. Dziś żeby wyjść cało z koncertu trzeba koczować na tyłach bo przód nie daje gwarancji wyjścia w jednym kawałku. Jakaś dziewczyna dostaje łokciem w twarz bo człowiek stojący obok wykonuje ruchy Andrzeja Gołoty, ktoś wskakuje Ci na głowę i chce być niesiony nad tłumem, za chwilę czujesz uderzenie w plecy, piwo wylewa Ci się na buty. W tłum wpada ktoś kto chce mieć cały parkiet dla siebie podczas gdy na 70 metrach kwadratowych walkę o miejsce toczy około 300 osób... Ludzie migrują, przepychają się zapominając o magicznym słowie
"przepraszam" i traktują Cię jak przeszkodę na drodze. Cóż z tego że słuchasz i bawisz się na swój sposób - ja tu idę więc się odsuń... to postawa wielu. AGRESJA? Nie! Raczej przeświadczenie - ja tu jestem najważniejszy. Fajna jest żywiołowość i energia... tylko gdzie te pozytywne wibracje? Chyba rozmyły się w sztucznej popularności muzyki reggae - która stała się dla wielu fajną muzyczką na imprezkę. Tymczasem mądre teksty i pozytywny przekaz które są tu najważniejsze - po wypłynięciu z głośników trafiają w pustkę omijając uszy i tak zajętych czym innym widzów. Gentleman po jednym z koncertów w Polsce powiedział, że polska publiczność reaguje trochę zbyt żywiołowo i miał rację. Przyglądając się koncertom reggae z boku można odnieść wrażenie że ludzie przychodzą tu nie dla przekazu i wibracji.. a dla kilku chwil - przepraszam, ale tak to wygląda - chamskiej zabawy.
Czy można inaczej? Pewnie że tak. Wystarczy zobaczyć na DVD koncerty ZIGGIEGO czy wspomnianego Gentlemana by przekonać się że cywilizowany sposób zabawy też jest możliwy. Zapewne pojawią się teraz głosy: Jak to? Co jest nie tak? Przecież jest fajnie... Fajnie moi drodzy to było parę lat temu. Na koncerty przychodzili Ci co chcieli. Teraz mamy najczęściej do czynienia ze spędem przypadkowych osób, które usłyszały że coś się dzieje.. i przyszły. Nie ważne czy grają reggae czy z płyty leci Britney Spears. Reggae XXI wieku wpadło do szufladki z napisem POP. I bynajmniej nie z winy wykonawców a słuchaczy, którzy nie wiedzą czego słuchają.
Czy w takim świecie reggae przetrwa próbę czasu? Wydaje się ze tak... choć... patrząc na zachowania koncertowe co niektórych trudno już w to wierzyć. Ludziom zresztą coraz bardziej podobają się rockowe riffy, ostre rytmy ragga i szybkie ska grane w czasie koncertów niźli prawdziwy jamajski puls który zdaje się... zaczął już ich nudzić. Świat się zmienia, muzyka się zmienia, odbiorca się zmienia... to normalne. Czasem jednak warto pewne rzeczy zostawić takimi jakimi są i były przez lata, bo ewolucja im po prostu nie służy. "Reggae - jak mówił Bob - jest rzeką miłości - ale dla tych którzy wiedzą czym na prawdę jest miłość". Pamiętajcie te słowa idąc następnym razem na koncert.. wtedy na pewno wszyscy wyjdziemy z niego zadowoleni.