VAVAMUFFIN

POZNAŃ -22. 04. 2005

    Gdyby ktoś powiedział mi, że w ponad półmilionowym mieście na koncerty przychodzi kilkadziesiąt osób, nie uwierzyłbym.. Uwierzyć nie mogłem też stojąc z Izabellą pod poznańskim BLUE NOTEM z garstką osób które tego wieczoru chciały tak jak i my posłuchać reggae i ragga rodem z Warszawy. Choć koncert Vavamuffinów miał rozpocząć się o 20.00 do klubu wpuszczono nas dopiero kilka minut po tej godzinie. Na sali cisza i spokój. Więcej osób z obsługi niż gości... nawet nikt nie włączył reggae z płyty.. Zastanawiamy się już nawet czy koncert się odbędzie, bo przecież na razie nie ma dla kogo grać. Jest może 20 osób. Kupujemy cieplutką płytkę Vavów, Izabella łapie krążącego po sali Reggaeneratora / wokalistę Vavamuffin/ i prosi o dedykację. Reszta zespołu kręci się tu i tam, ludzi nie przybywa, a minuty uciekają. Już od półtorej godziny powinien trwać koncert, tymczasem na scenie wciąż nic się nie dzieje. No ale wreszcie.. kilka minut przed 22.00 zespół się instaluje i z głośników płynie muzyka. Teraz dopiero widać ilu nas jest.. niewielu, góra setka, ale w porównaniu z tym co było o 20.00 jest i tak nieźle. Na szczęście zespół nie odpuścił i gra jak należy. Słyszymy wszystkie utwory z debiutanckiego krążka "Vabanq!". Vavamuffin jak zwykle / a byliśmy już wcześniej na dwóch ich koncertach/ pokazuje klasę. W tej odmianie reggae jaką prezentują - nie ma w Polsce lepszych. Każdy ich utwór jest przebojem. "Jah jest prezydentem", "Reggae, ragga na wszystkie choroby pomaga"... te refreny zapamiętuje się od razu, a potem nuci mimowolnie. Tak powinno być. Kupujcie płytę Vavamuffin, bo na prawdę warto! - PiotRAS -

Foto: PiotRAS

www.rrr.prv.pl