|
Koncertem
zespołu Pawła Kukiza i jego gości zakończył się "Jarocin Festiwal 2006".
Według policji na festiwal przyjechało około 9 tys. fanów. Policja nie
zanotowała poważniejszych incydentów.
Przez trzy dni, dla fanów grało m.in. 20 zespołów, wyłonionych spośród
132, które w lipcu przysłały swoje demo do komisji konkursowej. Nagrodę
jury zdobył zespół Zmaza z wielkopolskiej Trzcianki, a publiczności -
kapela Junk z Białegostoku. Wystąpiły też znane i lubiane zespoły, m.in.
Akurat, Indios Bravos, Farben Lehre, Hurt, Lech Janerka, Voo Voo, Strachy
na Lachy, T. Love, Ramona Rey, Proletaryat, Emigranci.
Według socjologa i dziennikarza "Polityki" Mirosława Pęczaka, reaktywacja
jarocińskiego festiwalu wpisuje się w powrót alternatywy muzycznej.
Twierdzi on, że jest wyraźne zapotrzebowanie części publiczności na muzykę
inną niż pop serwowany przez rozgłośnie radiowe. Także uważany za "ojca
chrzestnego Jarocina" Walter Chełstowski ocenia, że warto reaktywować
festiwal. Marcin Jacobson, który był jednym z organizatorów pierwszych
jarocińskich festiwali twierdzi, że w Polsce jest mało takich miejsc,
gdzie młodzi ludzie mogą się promować. Taki festiwal może pełnić funkcje
okna na świat dla tysięcy młodych, którzy chcieliby grać i pokazać swoją
twórczość szerszej publiczności, uważa. Na festiwal przyjechał m.in. Jerzy
Owsiak, który powiedział dziennikarzom, że formuła przyszłego "Jarocina"
powinna zostać wypracowana przez samych organizatorów. "Festiwal jest
wspaniale zorganizowany, ma świetną atmosferę", mówił w sobotę. Rockowisko
cieszyło się dobrą opinią większości mieszkańców, którzy uznali, że jest
to dobra promocja miasta. Powodów do narzekań nie mieli też właściciele
barów, restauracji i innych obiektów gastronomicznych, którzy zarobili
trochę na festiwalowych gościach. Jak mówił PAP mężczyzna mający ogródek
piwny na przeciw pola namiotowego, "do Jarocina przyjeżdżają i tacy,
którzy mają grube portfele".
Na
podstawie: PAP |