AFRYKA, dzień pierwszy. TORUŃ, 27.01.2006.
|
A może by tak do Torunia jechać? Powiedziała do mnie Izabella pewnego styczniowego dnia. Nie mogła wymyślić niczego lepszego, wszak i tak planowaliśmy wypad za miasto żeby odpocząć od codziennych obowiązków. Co prawda wyjazd nie miał być tak daleki (200km) ale skoro cztery kółka stoją przed domem to czemu nie? Zamawiamy noclegi, karnety i klamka zapadła: Jedziemy! O tym festiwalu przez ostatnie kilkanaście lat sporo się nasłuchałem. Wielu znajomych twierdziło, że to impreza kultowa na której trzeba być. No i byliśmy! Oto jak zapamiętałem AFRYKĘ A.D. 2006: ZESPOŁY/dzień pierwszy: Występować na początku pewnie nie jest łatwo, ale jeśli się człowiek przyłoży to nie powinno być problemów. Tu jednak problemy były. NATANAEL zagrał... i tyle. Bez emocji, bez tego czegoś, co porwałoby publiczność. Muzycy zrobili swoje i zeszli ze sceny. Zdawało się, że od samego początku odliczali takty do zakończenia występu. Szkoda... Potem DUBSKA - sympatyczny zespół i takiż występ. Miłe dla ucha piosenki z debiutanckiej płyty i kilka smaczków, ot choćby rewelacyjne "Moje paranoje" Daabu. Uśmiechnięci muzycy, ogólna zabawa na scenie to dowód, że granie reggae to dla nich przyjemność. I tak też się tego słucha. CAŁA GÓRA BARWINKÓW też nie zawiodła. Było energicznie przebojowo i szybko. Ska i reggae w wykonaniu CBG nikogo nie pozostawia obojętnym a nogi same rwą się do tańca. PAPRIKA KORPS jak zwykle bardzo profesjonalna i bardzo energetyczna. Jamajski puls wymieszany z ostrymi riffami gitar nie pozostawia wątpliwości że mamy do czynienia ze specjalnością "zakładu" czyli HEAVY-REGGAE. NATURAL DREAD KILLAZ to już inna historia. "Spawacze sampli" już z zespołem i bez słodkogłosej wokalistki zrobili show... może trochę wyreżyserowane, może trochę sztuczne, ale ogólnie miłe dla oka i ucha. Nie jestem Fanem NDK i pewnie nigdy nie będę ale występ mógł się podobać, choć pierwsze takty ich ostrego ragga grania wywołały jakiś popłoch w publice i ludzie nie za bardzo wiedzieli co ze sobą zrobić.. Potem jednak publika załapała. No i wreszcie HABAKUK - zespół przeżywający swoją drugą młodość. Broda i spółka pokazali że nawet po kilkunastu latach na scenie można jeszcze coś zmieniać w swojej muzyce i z powodzeniem konkurować z młodymi "gwiazdami". Nasze zmęczone oczy i uszy nie doczekały ostatniego występu AFRICONNECT... pewnie gdy zespół się instalował my już byliśmy w świecie snów... ORGANIZACJA / WRAŻENIA OGÓLNE: Duszno... gorąco... i pełno dymu... Tak było w sali koncertowej klubu OD NOWA przez dwa dni festiwalu... Jak bardzo taka aura utrudnia odbiór tłumaczyć nie trzeba. Kibelki męskie: no problem (bo my to robimy szybko:) ale panie stały w dłuuugiej kolejce.. Jak na imprezę gdzie setki osób przemieszczają się ze złocistym trunkiem, tych miejsc odosobnienia było stanowczo za mało. Dużo natomiast było ochroniarzy. I to plus dla organizatora bo człowiek mógł się czuć bezpiecznie. A kto zbytnio wywijał (jak pewien osobnik w czasie koncertu KONOPIANS) był usuwany z sali... Bar? Ceny może nie niskie, ale pochwała dla barmanów, którzy co jakiś czas zadawali pytanie: Dowód można prosić? W tym kraju to rzadkość. Blisko baru stoisko z płytami, gadżetami, koszulkami, prasą... dla każdego coś miłego (kupiliśmy płytkę "4life"- tylko 25zł!). Wracając na salę koncertową.. Genialne było oświetlenie sceny. Feria barw tworzyła niezły klimat. Także mocną stroną imprezy było nagłośnienie. Nie za ciche, nie za głośne. Instrumenty brzmiały czysto a słowa piosenek można było zrozumieć bez problemów. Nie ma jednak róży bez kolców. Zanim do naszych uszu dotarły dźwięki poszczególnych kapel trzeba było się naczekać... zespoły instalowały się w nieskończoność (przynajmniej tak to odbierała publika). Testowanie nagłośnienia perkusji przed każdym występem było bardziej niż nudne... Rekordziści instalowali się blisko godzinę... Osobną historię festiwalu napisali zapowiadacze... Młody człowiek w wełnianej czapie był śmieszny i naturalny. I choć nigdy nie wiedział co dokładnie powiedzieć, ogólnie z zadania się wywiązał. Jego koleżanka natomiast nie dość że do powiedzenia nie miała wiele... to nie nauczyła się nawet nazw zespołów. Natanael stał się natanelem, a Cała Góra Bawinków zamieniła się w górę barwników... To tak jakby ktoś zapowiadając zielone żabki powiedział zielone klapki... nieciekawie... ale na szczęście pani nie pojawiała się na scenie zbyt często. Ludzie... Ten temat zostawiłem na koniec. Jak zwykle nie brakowało tancerzy pogujących, tancerzy z piwem (co ci je wylewają na plecy), albo tancerzy z papierosem (którzy w każdej chwili mogą cię przypalić). Co niektórzy (pewna pani) przynieśli nawet gwizdki i gwizdali jak na jakimś techno maratonie... W takim towarzystwie można zapomnieć o pozytywnym odbiorze i oddaniu się muzyce. No ale... wybitne jednostki wszędzie się znajdą... Nam to nie przeszkodziło. Znaleźliśmy dobre miejsce blisko sceny z którego nie tylko wszystko dobrze słyszeliśmy ale i widzieliśmy, czego efektem są zdjęcia:) - PiotRAS - |
Foto: PiotRAS & Izabella 2006
PUBLIKOWANIE I ZAMIESZCZANIE ZDJĘĆ NA INNYCH STRONACH WWW TYLKO ZA ZGODĄ AUTORÓW.