Cóż nie nazywane jest dziś Babilonem? Na jego usługach pozostają wielkie korporacje, telewizja, supermarkety, porządek prawny, a nawet Internet.
Niedawno mój tata wrócił z egzotycznej podróży i opowiedział mi o ludziach, którzy walczą z rasizmem (są to czarni ludzie), słuchają reggae, noszą długie (zwykle nie umyte, choć to nie jest regułą) dready lub warkoczyki, żyją w zgodzie ze światem. Jest tylko jedno "ale" - nie znoszą Amerykanów... To ludzie bez narodu, którzy pragną wrócić do Kenii (stąd upodobanie do noszenia ciuchów zielono-żółto-czerwonych: narodowa flaga Kenii). Urzekł mnie ich styl bycia, ich idee, znalazłam nareszcie miejsce przeznaczone dla mnie na tym świecie. W Polsce nie ma wielu rastafarianów, ale choć daleko na Jamajkę, dokonałam właśnie takiego wyboru - pragnę należeć do jakiejś społeczności.
Witaj w strefie Babylon
Trzynastoletnia (na oko) entuzjastka Rastafarianizmu, czytelniczka Filipinki, pisząc te słowa raczej nie zdawała sobie sprawy z tego, jak ważną decyzję życiową podejmuje. Oto obrała drogę nieustannej walki: wewnętrznej (z samą sobą i własnymi słabościami) i zewnętrznej (z ogólno pojętym systemem prawno-społecznym). Pierwszym niepokojącym dla niej sygnałem mogłaby być wizyta na internetowej witrynie babylon.pl. Lakoniczne “witaj w strefie babylon” i ... nic. Biała ściana. Nicość. Jak przejrzenie na oczy, przyjęcie niebieskiej pigułki. Niby trudno oczekiwać od tak młodej osóbki, która myli Etiopię z Kenią, by zrozumiała ideę polaryzacji świata na zły (Babilon) i dobry, do którego należy dążyć (Syjon), by wiedziała, iż ci “czarni ludzie z umytymi warkoczykami” nie walczą tylko przeciw Ameryce, oni sprzeciwiają się całemu złu tego świata, ujętemu w proste, acz złowrogie hasła zepsucia i konsumpcjonizmu. A może to wyjaśnienie jeszcze mocniej podziałałoby na jej wyobraźnię? Walka z Babilonem, nie dość, że prosta w swych założeniach (przez co łatwo trafiająca nawet do trzynastolatków), jest motywem nader eksploatowanym w szeroko pojętej popkulturze. To moda, której ulegają rzesze.
Cóż nie jest dziś Babilonem? Oczywistym jest, że rządzi nami system, którego fizycznym odzwierciedleniem są wielkie sieci korporacyjne. Głoszą o tym antyglobalistyczne bojówki, lewicująca młodzież. To jednak nie wszystko. Babilonem jest telewizja, supermarkety, porządek prawny, a nawet Internet. Pojęcie to trochę się zdewaluowało, co “dowcipniejsi” ignoranci tym terminem określają policję, co wzięło się m.in. ze starej Jamajskiej tradycji walki ze stróżami prawa, czy choćby otwarte nimi pogardzanie. W pochodzącym z 1978 roku filmie “Rockers”, opowiadającym o życiu wolnych rasta, takim właśnie wyzwiskiem wita się oddziały policyjne, które ośmieliły się przerwać pyszną reaggeową imprezę. Tak naprawdę jamajscy Rude Boys (to w prostej linii od nich wywodzą się wyznawcy Rastafarianizmu) mieli nieustanne problemy z prawem, Babilon, nie wiedzieć czemu, nie uznawał marihuany za święte ziele i ignorancko okreslał je mianem “narkotyku”. Ucisk Babilonu, utożsamianego z całym wrogim systemem prawno-społecznym, zwiększał tylko pragnienie Syjonu, w którym z kolei widziano królestwo Etiopii. Dopiero z czasem motyw walki Syjonu z Babilonem stał się chodliwy w popkulturze.
Na tej właśnie polaryzacji świata oparta jest idea kultowej trylogii braci Wachowskich, filmu Matrix. To właśnie oni są odpowiedzialni za ostatni wzrost popularności tych pojęć, jednak myli się ten, który sądzi, iż od Matrixa datuje się początek zainteresowania świata Babilonem i tak utożsamianym złem tego świata. O Babilonie śpiewało już choćby BoneyM (“Rivers of Babylon”), The Rolling Stones, Kreator, polski Kult i chyba wszystkie kapele mające co nieco wspólnego z reggae. Walka z Babilonem to dosyć regularny temat komiksowy, otarł się nawet o mangę (w komiksie “Tokyo Babylon” wielkoocy bohaterowie zastanawiają się, czy aby nie jest nim Tokio właśnie). Co więcej, Babilonem przekornie nazwano komputerowy translator, a także firmę specjalizującą się w handlu owocami (Babilon Import-Export sp. z o.o.) Przy tym mało kto zdaje sobie sprawę z bluźnierczego znaczenia tego słowa, którego źródłem są przypowieści Starego Testamentu o losie miasta Babilon oraz przepowiednie Apokalipsy o przyjściu Antychrysta, którego wesprze Wielki Babilon.
Babilon padł w jeden dzień
O tzw. niewoli babilońskiej wspomina Stary Testament. Prorocy głosili, iż Jeruzalem zostanie zdobyte i zniszczone, a wszystkie skarby wywiezione do Babilonu. Kiedy spełniły się te proroctwa, jedyną nadzieję pozostały inne przepowiednie, mówiące, iż cierpienia Żydów są próbą i ustaną, gdy Bóg przebaczy im winy - wtedy cały naród odzyska wolność.
W tamtych czasach Babilon był najświetlejszym ośrodkiem cywilizacji, prorok Izajasz nazwał go “perłą królestw”, a Jeremiasz “złotym kielichem upijającym ziemię”. Do dziś przetrwały wspomnienia o jednym z cudów świata starożytnego - wiszących ogrodach Semiramidy. Sto lat po przepowiedni Jeremiasza (“I stanie się Babilon kupą gruzów, siedliskiem szakali, miejscem grozy i gwizdania, bez mieszkańców” Jer. 51,37) babilończycy złamali potęgę Asyryjczyków, pobili Egipcjan i uczynili swoje królestwo największym mocarstwem ówczesnego świata. Z tego okresu pochodzi kodeks Hammurabiego, pierwsza znana nam kodyfikacja prawa (“oko za oko” i tym podobne ideały). Babilon nazywano “wiecznym miastem” i proroctwo Jeremiasza nie wydawało się niczym innym jak czczymi mrzonkami jakiegoś dziwaka. A jednak padł. I to w ciągu jednego dnia.
Przyczyny upadku Babilonu to dziś obiekt wdzięcznych opowieści i chodliwych legend. Według historyków upadek królestwa rozłożony był na lata, na wyobraźnie bardziej jednak działa przypowieść o wieży Babel, którą zbudowali zadufani w sobie mieszkańcy miasta, pragnąc “dosięgnąć Boga”. Zezłościło to Jahwe, który pomieszał języki budowniczym i przegonił ich na wszystkie strony świata. I tak rozproszenie, które początkowo miało być nagrodą i błogosławieństwem, na skutek zerwania duchowych więzów z Bogiem stało się przekleństwem.
Bezprośrednią przyczyną upadku Babilonu (i tu zgadzają się źródła biblijne i historyczne) był podstępny najazd Cyrusa, władcy Persji, około roku 539 p.n.e. Nie doprowadziło to jednak do powrotu Żydów do Ziemi Obiecanej (to akurat stało się prawie na naszych oczach, dzięki Brytyjczykom, po II Wojnie Światowej – nawiasem mówiąc powrót ten nie uznawany jest przez ortodoksyjnych Żydów, którzy mieli gdzieś łaskę Brytyjczyków, oni czekają wciąż na swego Mesjasza), marnym pocieszeniem wydawała się też przepowiednia Apokalipsy, w księdze 17, mówiąca o nadejściu “Wielkiego Babilonu”, “Macierzy nierządnic” i “obrzydliwości ziemi”. Według teologów Babilon będzie reprezentował przeplatające się odstępcze chrześcijaństwo i symbol pogaństwa wszechczasów, a rozkład moralny umocni się wraz z nadejściem Antychrysta. Co bardziej radykalni uważają wręcz, iż Babilonem jest Islam, który doprowadzi do upadku naszej grzesznej cywilizacji.
Kolejna zapowiedź upadku Babilonu
Pomijając chrześcijański aspekt Babilonu, inną wiarą odpowiedzialną za rozprapogowanie idei formy walki dobra ze złem jest wspomniany wcześniej Rastafarianizm. Biedni mieszkańcy jamajskich prowincji, którzy po przeprowadzeniu się do stolicy kraju Kingston, zamieszkali w jej slumsach, z Babilonem utożsamiali wszelką władzę, ich zdaniem odpowiedzialną za wszelką biedę i tragedie tego świata. Filarem wiary stało się hasło, iż “Babilon musi upaść”, marzeniem - Exodus, czyli wielka ucieczka do Syjonu. Jak pisze Wojciech Jagielski: rastafarianie “żyli jak w nieprzytomnym, narkotycznym śnie, w którym nie było miejsca dla Babilonu, jego praw ani tych, którzy je stanowili i pilnowali ich egzekucji: polityków, urzędów, sądów, policji. Żyli obok, wyrywani z odrętwienia tylko pojawianiem się kolejnych proroków i mesjaszów, z których każdy kolejny okazywał się fałszywym.” I tak do czasu objawienia się Haile Selessje, władcy Etiopii.
Cesarz Etiopii miał być tą osobą, która wyprowadzi rastafarian z niewoli do raju, mitycznego Syjonu, z którym utożsamiano królestwo Etiopii. Jak wiadomo nic z tego nie wyszło, a politolodzy do dziś spierają się czy Haile Selessje był większym władcą czy oszustem. Cesarz zmarł, a Babilon jak trwał, tak trwa. W drodze ewolucji wykształcił się więc w rastafarianach nieco inny obraz świata. Odwieczną walkę zaczęto postrzegać jako wewnętrzne zmagania każdej osoby pragnącej duchowej przemiany. Najlepiej obrazuje to wypowiedź, którą znalazłem na jednym z forum: “Babilonem są złe skłonności, przyzwyczajenia. Żeby zobaczyć swoje złe cechy trzeba się przyjrzec innym ludziom, zobaczyć co jest w nich dobre, a co nie i porównać to do siebie - spojrzeć krytycznie na własną osobę. I jeśli zlikwidujemy te złe cechy (a mało kto to potrafi), pozbędziemy się nienawiści i będziemy dostrzegać w ludziach te lepsze strony. Będziemy ich naprawdę kochać i zrozumiemy wreszcie, że nie ma złych ludzi, są tylko duchowo upośledzeni. Wtedy to naprawdę zostaniemy Syjończykiem, prawdziwym Rastamanem, dotrzemy do duchowego Jeruzalem”. Trudno dziwić się, że tak romantyczna wizja świata nie pozostała bez echa w świecie popkultury, w tym przede wszystkim muzyki.
Wyzwolenie wszystkich dusz
Oczywistym jest, że motyw walki Syjonu z Babilonem najczęściej pojawia się w muzyce reggae. O ile jednak Bob Marley i jego naśladowcy przekazują wizję w stu procentach zgodną z ideałami rastafarianizmu, śpiewając o nieuchronnym upadku siedliska zła, tak wykonawcy innych stylów interpretują te prawdy li tylko według własnej wizji postrzegania świata. Najlepiej widać to na przykładzie polskich muzyków. Grupy chrześcijanizujące, jak Izrael czy Anti Babilon System utożsamiają z nim całe zło tego świata, a mityczna droga do Syjonu to nic innego, jak odwieczne poszukiwanie Boga. Z zupełnie innego założenia wychodzi Kazik, który za Babilon uważa ... kościół katolicki. W piosence “Babilon” wykonywanej przez Kult śpiewa on: “Wiem, że kościół babiloński czyni ziemię złem / A ja teraz wiem, naprawdę wiele wiem / Babilon wielki uczynił ziemię złem”. Prześmiewczego charakteru słowo to nabiera w tekście Marcina Świetlickiego “Brejkam wszystkie rule”: “Brejkam wszystkie rule / W Babilonie / Brejkam wszystkie rule / Za pieniądze / Chwalę imię Pana / W Babilonie / Chwalę imię Pana / Za pieniądze / Wasze – czyste – niezależne – pieniądze”.
Czym jest więc Babilon? Jak zawsze wszystko zależy od punktu widzenia. Najwięksi radykałowie pewnie dostrzegą go we wszystkich mozliwych aspektach życia cywilizacji XXI wieku. Zresztą tak postawione pytanie pozbawione jest całkowicie sensu. Po cóż bowiem zastanawiać się nad Babilonem, skoro wszyscy zgadzają się co do jednej rzeczy – prędzej czy później i tak musi on upaść.
glosny 2004-11-26