START
Nowości na stronie
Reggae newsy
MUZYKA
Reggae w Polsce
Reggae na świecie
Recenzje
Koncerty
Fotorelacje
RASTA i REGGAE
Reggae i  Rastafarianizm
Dready
Jamajka
Bębny
Czytelnia
Reggae słownik
Rasta foto
BOB MARLEY
Życie i twórczość
Dyskografia
Teksty piosenek
Wywiad
Galeria foto
INNE
Download
Forum
Czat
Rasta Rodzina
Księga Gości
Linki
Autorzy RRR

 

Poznaj innych Rasta z Polski!

  

Copyright: PiotRAS

 

 

Europa nie jest Rasta

Rastafarianom zawdzięczamy muzykę reggae, hippisów, Martina Luthera Kinga, hasła: Babilon, Syjon, system; oraz wciąż rosnącą popularność ziela. Trudno jednak poważnie traktować religię, która za swego mesjasza obrała zadufanego w sobie tyrana.

Rastafarianizm jest religią ludzi czarnych, a narodził się na plantacjach bawełny i trzciny cukrowej, gdzie zabrani siłą ze swojego kontynentu Murzyni czytali namiętnie Biblię i uczyli się interpretować ją od nowa. I tak, na wzór Żydów, śnili o wyjściu z siedliska zła (w skrócie Babilonu) i powrocie do raju mlekiem i miodem płynącym (w skrócie Syjonu, wtedy nierozłącznie utożsamianego z Afryką). Ich ideą fix stała się walka dobra ze złem (rzeczony Babilon kontra Syjon) i oczekiwanie nastania Jeruzalem - świata, w którym każdy uciśniony zdobędzie należne mu prawa i wolności. Szukając w Biblii nadziei na lepsze jutro Rastafarianie odkryli, iż Adam i Ewa, Jezus i Maryja byli czarni, dzięki czemu Murzyni są narodem wybranym, a cała ludzkość pochodzi z Afryki, a konkretnie z Etiopii. Od tego momentu już tylko kwestią czasu pozostały powtórne narodziny czarnego Mesjasza, czemu pomóc miała wiara w reinkarnację, jedną z podstawowych praw natury, z którą identyfikują się wyznawcy tej religii.

Mesjaszem być…

Niczego Murzynom nie ujmując, nie byli oni zbyt cierpliwi w oczekiwaniu na swojego zbawcę. Ledwie niecałe dwa wieki później (1961r.) do Etiopii przybywa pierwsza misja jamajska - trzech czarnych Rasta - z informacją o niezliczonej grupie potomków Afrykańczyków, którzy żyją w diasporze na Zachodzie i chcą wrócić do kraju swoich korzeni. Wręczyli oni cesarzowi Hajle Selassje (Potęga Trójcy) prezenty w postaci rzeźby, obrazu i fotografii, przy czym, jak wynika z relacji delegatów, cesarz przy ich ogólnym zachwycie, zapytał, czy pochodzą one od “braci Rastafarian”. Tak o to Trzej Mędrcy odnaleźli Mesjasza.

Hajle Selessje tak naprawdę nazywał się Ras Tafarai (Głowa Stworzyciela), a na tron Etiopii wszedł dzięki talentowi do pozyskiwania wdzięków kolejnych córek zmarłego cesarza Malika II. Drugie małżeństwo dało mu prawo do korony, co z czasem sam przełożył na tytuł cesarski, przyjmując imię Hajle Selessje. Według Rastafarian był 225 potomkiem króla Salomona, syna Dawida i Królowej Saaby. Starannie wykształcony przez francuskich misjonarzy zasłużył się założeniem szkół prowincjonalnych i wprowadzeniem systemu podatkowego. W 1966 roku odwiedził Jamajkę, gdzie przez 100 tysięcy ludzi został powitany jako Król Królów i Pan Panów, Lew z pokolenia Judy, Jah Rastafari, żyjący Bóg. Niestety niezbyt dobrze wpłynęło to na jego psychikę, gdyż do granic absurdu doprowadził on kult własnej osoby jako boskiej jednostki. Tymczasem jego dyktatura sprowadziła na Etiopię klęskę głodu i stagnacji politycznej, co w konsekwencji pozbawiło go władzy, przejętej przez komunistów. Zmarł niecały rok później (1974) a jego zwłoki zbezczeszczono, chowając je obok latryny. Tak umarł Hajle Selessje, Jah Rastafarai.

Miłość, równość i marihuana

O wiele więcej od etiopskiego cesarza dla rozpropagowania religii i kultury Rastafarianizmu zrobili Marcus Gravey, muzyka reggae, Bob Marley i zamiłowanie do świętej ganji. Tak naprawdę religia ta stała się bliższa szerszemu gronu ludzi dzięki Rude Boys - praktykującym Rastafarianom z odległych prowincji Jamajki, którzy przybywszy za chlebem do stolicy Kingston, masowo osiedlali się w dzielnicach biedy, takich jak Ghost Town czy Trench Town Rock. Ich przywiązanie do świętego zioła i życia w komunach regularnie ściągało na nich zemstę reakcyjnych sił Babilonu, w postaci jamajskiej milicji obywatelskiej. To m.in. w ich obronie występował Marcus Gravey, zwolennik powrotu czarnych do Afryki, wielki działacz na rzecz praw Murzynów i ogólnie pojętej uciśnionej rasy czarnej. Rastafarianom naraził się za krytykę ucieczki Hajle Selessje z zaatakowanej przez faszystowskie Włochy Etiopii, byli jednak i tacy, którzy wzorowali się na działalności tego Jamajczyka. Chociażby niejaki Martin Luther King, który kontynuował jego misję nawoływania do równości ras.

Pośrednio, dzięki popularności Kinga oraz przenikaniu z Karaibów rastafariańskiego sposobu myślenia, narodziła się subkultura hippisów, która ochoczo przejęła od nich zamiłowanie do fajki pokoju oraz szerzenia haseł miłości i równości.

W dzisiejszych czasach najbardziej na wyobraźnie działa jednak legenda wzgórz Blue Mountains, gdzie osiedliła się część prześladowanych w Kingston Rude Boys, którzy, nieniepokojeni przez Babilon, mogli w spokoju ducha oddawać się tam hodowli zioła, tworzeniu na bębnach własnej muzyki i modleniu się do Jah (nawiasem pisząc, wiele wskazuje na to, iż Jah pochodzi od żydowskiej nazwy Jehovah). To właśnie poprzez muzykę reggae idee Rastafariańskie nabrały nowego wyrazu. Piewcy równości praw społecznych, polityczni komentatorzy i obrońcy praw do wolności, szamani i prorocy, którymi z czasem stali się muzycy reggae, wykreowali nowy obraz religii, której głównym zadaniem stała się obrona cierpiących i uciśnionych oraz walka z wszechobecnym systemem, zaprowadzonym przez zły Babilon. I tak właśnie tę religię postrzegają dziś europejscy miłośnicy wielkiego Jah.

Europa da się lubić

Do Europy idee rastafarianizmu dotarły wraz z przybyciem do Anglii Marcusa Grevey'a, jednak tak naprawdę największą popularność zyskały dzięki muzyce Boba Marleya. Pieśni o grabieżach i przemocy, o tym, iż sami musimy wybrać, czy służymy Babilonowi, czy może jednak wybieramy dobro i służbę Jah – te piękne idee nie mogły nie trafić do romantycznej natury Europejczyka. I tak, o ile wyznawców Rastafarianizmu ocenia się dziś na 10 tysięcy ludzi, to szersze potraktowanie religii jako zjawiska bądź ideologii da nam liczbę miliona jej zwolenników. Rozpoznać można ich po charakterystycznych dreadach (choć nie wszyscy dreadowcy to rasta, oczywiście), zamiłowaniu do pacyfizmu, wegetarianizmu i oczywiście ganji. Niestety, postępująca komercjalizacja reggae, powszechność pop-ikon w postaci wizerunku Boba Marleya z wielką fają w ustach, doprowadziły do kolejnej diaspory, a może nawet diaspory w diasporze.

Dzięki temu obecnie na wizerunek tej subkultury w tak samo znacznym stopniu wpływają mili i pokojowo nastawieni do świata dreadziarze, jak i muzycy, którzy podają się za reggaewców, a jednak treści ich piosenek opluwają np. gejów (opisany już na łamach Relaza Beenie Man, m.in. przez którego odwołano tegoroczny Reggae in the Park w Londynie), wszelkiej maści pozerzy, witających się charakterystycznym Jah Rastafarai, podczas gdy z idei pozostało już tylko zamiłowanie do marihuany, oraz zamknięte na inne "nurty" kręgi społeczne, z góry patrzące na ludzi "nie wtajemniczonych" i uważające za mordercę każdego, kto odważy się lubić kiełbasę.

Szczytne idee nigdy nie wytrzymywały próby czasu i tak samo jak niegdyś pogubili się Rastafarianie, obierając tyrana na swego boga, tak i teraz ludzie, którzy z założenia mieli pałać miłością do całego świata, odwracają się od niego, uznając za “system” wszystko, co kojarzy się z globalizmem.

Europę da się lubić, dreadziarze dalej pozostaną najmilszą i najbardziej pokojowo nastawioną do świata subkulturą młodzieżową, jednak Europa nie jest Rasta, a jedynie taką udaje.

glosny 2004-09-03