START
Nowości na stronie
Reggae newsy
MUZYKA
Reggae w Polsce
Reggae na świecie
Recenzje
Koncerty
Fotorelacje
RASTA i REGGAE
Reggae i  Rastafarianizm
Dready
Jamajka
Bębny
Czytelnia
Reggae słownik
Rasta foto
BOB MARLEY
Życie i twórczość
Dyskografia
Teksty piosenek
Wywiad
Galeria foto
INNE
Download
Forum
Czat
Rasta Rodzina
Księga Gości
Linki
Autorzy RRR

 

Poznaj innych Rasta z Polski!

  

Copyright: PiotRAS

ONE LOVE BRACIE!

Na Jamajce, we Francji, Anglii i także u nas w Polsce gdy słyszysz pozdrowienie ONE LOVE - wiesz, że masz do czynienia z miłośnikiem reggae. To jedyne w swoim rodzaju rastamańskie dzień dobry – to także hasło największej w naszym kraju halowej imprezy reggae, która odbyła się w listopadowy weekend we Wrocławiu. Do stolicy Dolnego Śląska na tą kilkunastogodzinną imprezę przyjechały tysiące ludzi, by pośród obcych poczuć się jak w rodzinie, rasta rodzinie.

Nie liczy się to, czy masz dredy do pasa, czy krótko wystrzyżonego jeżyka, ważne co czujesz i czego słuchasz. Na koncertach reggae spotkać można nauczycieli i ich uczniów, ludzi dorosłych i takich, którzy stawiają pierwsze kroki w świecie muzycznych fascynacji. Bywa, że jadą oni kilkaset kilometrów by zwyczajnie spotkać przyjaciół i nawiązać nowe znajomości. - Na takich imprezach wszyscy jesteśmy braćmi i siostrami, jesteśmy wielką wspólnotą – opowiada Łukasz, student leśnictwa na Akademii Rolniczej w Krakowie. - Do Wrocławia przyjechałem nie tylko dla muzyki. Przyjechałem dla ludzi którzy tu są. Często jest nawet tak, że muzyka bywa tłem dla naszych spotkań, ale to muzyka nas napędza – dodaje.

- Reggae to puls, to życie i energia w jednym. To optymizm, który pasuje do mojego charakteru - wtrąca Marcin z Gliwic, nazywany przez znajomych Klausem. - Słucham reggae od 16 lat, ale nie jestem typowym rasta. Nie mam dredów i nie utożsamiam się z rastafarianizmem, jestem sobą. Po prostu lubię tę muzyką i całą jej otączkę. Marcin na codzień pracuje w firmie zajmującej się czerpaniem papieru. Jest też instruktorem ZHP i gra w zespole poezji śpiewanej. Dredów nie ma i nie zamierza ich robić. - Robienie dredów zajmuje, w zależności od długości włosów, od kilku do kilkunastu godzin – tłumaczy Łukasz. - Ja mam dredy od niedawna, ale już nauczyłem się je robić samodzielnie. To nietrudne, choć pracochłonne zajęcie. Noszę dredy, bo dla mnie reggae to coś więcej niż tylko muzyka. Podobają mi się teksty i filozofia rasta, przesłanie jednej miłości. Dla mnie najciekawsze jest reggae tworzone w Polsce. Opowiada o tym co jest nam bliskie, co nas dotyczy. Poprzez reggae można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy. - To prawda - dodaje Szymon z Czeladzi. - Reggae to jest coś, co płynie z serca, dlatego polskie reggae jest nam bliższe, ale słucham też zagranicznego reggae.

- Dzięki tej muzyce poznałem wielu wspaniałych ludzi. Teraz gdziekolwiek jadę mam znajomych. Mam z kim pogadać a nawet u kogo przenocować po imprezie. Z moją fascynacją reggae wiążą się też mniejsze lub większe problemy - śmieje się. - Problemem jest moja fryzura. Jak zrobiłem dredy, to miałem problemy z babcią, która krzywo na mnie patrzyła. Mama i reszta rodzinki szybko się przyzwyczaili. Za jakiś czas będę jednak musiał dredy ściąć. Studiuję hotelarstwo i czekają mnie praktyki w renomowanym hotelu. Wiem, że z dreadami mnie nie przyjmą. Ale są też sytuacje odwrotne. Dzięki dredom znalazłem pracę jako sprzedawca – dodaje. Wrocławskie ONE LOVE to dla Łukasza, Marcina i Szymona jeden z wielu przystanków na reggae'owej mapie Polski. Wkrótce znów spotkają się na kolejnych imprezach. - W grudniu widzimy się w moich rodzinnych Gliwicach a na początku przyszłego roku być może w Toruniu – mówi Marcin. - Kilometry nie są problemem, bo reggae daje nam siłę.

Piotr Owczarek

Artykuł ukazał się w TYGODNIKU NR 1 (listopad 2006)